|
|
|
| Studenckie życie - 2003-12-20 - Dziam | Piątkowy wieczór zapowiadał się dosyć smętnie. Włączyłem zatem telewizor i oglądałem gibających się czarnuchów do sampli z music makera, czy innego wysublimowanego programu do kreowania hitów muzycznych. W połowie refrenu "Bounce my bitch, nice ass" czy jakoś tak zadzwonił telefon. Józek powiedział, że ma od jakiś dwóch super wspaniałych Carmen Electr wejściowki do klubu i szkoda by było zmarnować szansę na spotkanie z takimi pięknościami. Stwierdziłem, że wyglądam niewyjściowo, więc uprasowałem jedna koszulę. Niestety miała wadę materiałową, nie wytrzymała 300oC przez raptem 4 minuty. No o co chodzi? Musiałem ogolić moją bujną, poetycką facjatę i wtedy stała się ta tragedia. Na szczęście miałem w szafie jeszcze jakieś inne poetyckie wdzianko, które pasowało na mnie mimo tego, że moje wyczyny sportowe to przepełznięcie do kuchni po przenośne koryto.
W każdym razie udało mi się dotrzeć pod klub. Carmen Electra(jedna i druga) mimo późnych godzin wieczornych wyglądały raczej na sprzątaczki w barze mlecznym, a nie gwiazdy ze "Słonecznego Patrolu", no ale pomyślałem, że może mają tak piękne wnętrze jak Niagara zimą. Niagara zamarzła na dobre i była nieźle zakuta(lodem oczywiście).
W klubie leciały jakieś dramy i basy, pogibałem się troche jak neandertalczyk do plemiennych pieśni opiewająych Boga leśnych łowów zaklętego w grudke żwiru i poszedłem do baru. Józek próbował opędzić się od Bogiń sexu, ja uznałem, że obiorę inną taktykę, nie będę uciekał. Wytrzymałem dentystę tydzien wcześniej to i tutaj dam radę. Kontem oka zauważyłem jakieś "Ej Suczki"(tak podpowiadał mi silny, seksowny, męski i oczywiście jak zawsze poetycki głos z głosnika). Stwierdziłem, że atak jest najlepszą bronią. Jeśli uda mi się nawiązać rozmowę to jestem uratowany.
Zagaiłem klasycznie, "na pewno musiałem gdzieś ją wcześnej widzieć". Po krótkiej rozmowie okazało się, że studiuje etnologię, ja z kolei podzieliłem się informacjami o moich studiach na czwartym roku mechatroniki, o sesji, wyjazdach zagranicznych, stypendiach. Nawet stwierdziłem, że te zajęcia z wytrzymałości materiałow były kompletną bzdurą.
Studentka zrewanżowała mi się informacjami o kosach na etnologii, o ciężkich kolokwiach, mocnej i procentowej fuksówce. Dowiedziałem się nawet, że nie mają tam skryptów i że wyższe roczniki nie handlują notatkami i trzeba samemu je robić na wykładach. Toż to skandal, stwierdziłem. Studentka zawtórowała mi. Dalsza rozmowa i nierozmowa dotyczyła spraw, które nie mają tutaj znaczenia. Ważne, że otrzymałem telefon i mogłem zadzwonić nazajutrz. Rano jednak jakoś kiepsko mi się mówiło, co gorsza nie mogłem wystukać numeru, bo trzęsły mi się ręce, to na pewno ze stresu. W końcu od byle studentki się numeru nie bierze, tylko do panny pierwsza klasa.
Zadzwoniłem dopiero w poniedziałek. Odebrała kobieta, która przedstawiła się jako mama. Spytałem więc mamy, kiedy wróci moja ulubiona studentka. Niestety, po szkole ma angielski i próbę poloneza do studniówki, więc wróci wieczorem. Załamany poszedłem uczyć się do kolokwium z przysposobienia obronnego.
| |
|
|
|
|