|
|
|
| Autobus - 2004-04-09 - hominus | Był przystojny. Nie wyglądał co prawda jak model z opaloną na solarium twarzą i zadbanymi, wysmarowanymi żelem włosami, ani jak jeden z tych "napompowanych" bywalców siłowni, ale miał w sobie coś, co sprawiało, iż mimo swej bardziej młodzieńczej niż męskiej postury, uznała, że jest atrakcyjny.
Ich cichy romans trwał już mniej więcej kwadrans - odkąd wsiadła do autobusu i po kilku chwilach poczuła na sobie czyjś wzrok. Dyskretnie rozejrzała się po wnętrzu pojazdu. Przebiegła szybko wzrokiem po twarzach współpasażerów i już poczęła wątpić w prawdziwość jej przeczucia, gdy nagle spod czarnych włosów mężczyzny stojącego przy kierowcy, wyłoniła się para przenikliwie zielonych oczu, które raz po raz rzucały na jej twarz nieśmiałe spojrzenia. Zachęcona jego wstydliwością, postanowiła wyjść mu na przeciw - spoglądała beznamiętnie w różne strony czekając na okazję, by uchwycić jego wzrok. Wreszcie się udało - gdy oglądał ją ukradkiem, spojrzała mu prosto w oczy. Przez chwilę żadne z nich nie mogło się uwolnić z tego "uścisku", lecz w końcu on, oblewając się rumieńcem, spuścił oczy i przez dłuższą chwilę nie odważył się ponownie ich podnieść.
Stwierdziła, że musi go poznać. Co z tego, że wyglądał na nieśmiałego i najwyraźniej peszyła go jej odwaga. To było nawet zabawne, a poza tym, miała już dosyć pewnych siebie cwaniaczków, którzy, prężąc mięśnie, bezczelnie gapili się na tyłek każdej mijanej kobiety i szczerzyli swoje białe ząbki z miną mówiącą, „co, laluniu? zobacz, jaki ze mnie superman".
Teraz, gdy zostały już tylko trzy przystanki, zanim wysiądzie z autobusu i pewnie już nigdy go nie spotka, zaczęła wyobrażać sobie, jakim człowiekiem jest ów nieznajomy. Złapała się na tym, że widziała siebie u jego boku. Przed oczami wyobraźni pojawił się on, niosący ją w ramionach i ona, wtulona w jego miękkie ciało. W jej głowie rozbrzmiewał dźwięk dzwonów kościelnych, a potem nagle pojawiła się inna sceneria i para małych, słodkich dzieci, którymi on tak troskliwie się opiekuje.
Z marzeń wyrwał ją jego wzrok - znów poczuła go na sobie. Zamknęła oczy i uśmiechając się wyobrażała sobie, że zamiast zielonymi oczami, delikatnie muska jej ciało ciepłymi dłońmi - czuła je na twarzy, błądziły po jej szyi, jak gołębie - lądowały na jej nagich ramionach. Jej ciało ogarnęło przyjemne ciepło, a później lekki dreszcz, przebiegający po plecach. Otworzyła oczy, wciąż stał z przodu autobusu, jednak teraz patrzył na nią bardziej zdecydowanie - nie chował wzroku, nie starał się już ukryć, że syci się jej widokiem. Przez to poczuła się atrakcyjna i zapragnęła, by ten romans trwał wiecznie, by on podszedł do niej, wziął ją w ramiona i żeby świat nagle się zatrzymał - na zawsze. Stał tam z uniesioną lekko głową i rozchylonymi wargami. Wyglądał tak, jakby właśnie zbierał się do wyznania jej miłości. Jeśli było na świecie coś, czego pragnęła, to on właśnie zamierzał jej to dać. Rozluźnił rękę, trzymającą plastikowy uchwyt i zrobił krok w jej stronę - jej serce zaczęło szybciej bić, "tak" - mówiła w myślach.
Nagle coś gwałtownie szarpnęło całym pojazdem. Usłyszała przeraźliwy pisk hamulców i poczuła, że traci równowagę. Nim zdążyła zareagować, jej ciało zatrzymało się na poprzecznej metalowej rurce - zabolało. Kilka osób przewróciło się, jakaś kobieta przeleciała obok niej. W chwilę później było już po wszystkim.
Autobus stał. Kierowca półprzytomnie otworzył wszystkie drzwi i oszołomiony próbował wydostać się ze swojej kabiny. Kobieta, którą siła bezwładności rzuciła do przodu, z trudem podnosiła się z ziemi, gdy nagle z jej gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk.
Dziewczyna, głęboko pochylona, próbowała złapać oddech. Brzuch bolał niemiłosiernie. Kiedy usłyszała histeryczny wrzask, uniosła z wysiłkiem głowę. Mężczyzna wciąż stał na swoim miejscu. Z kącików rozchylonych ust sączyła się krew. Spomiędzy rozerwanych dziąseł sterczała wąska, okrwawiona rura. Tajemnicze, przenikliwie zielone oczy wciąż wpatrywały się w twarz dziewczyny. Przyglądając się jego nieruchomej postaci stwierdziła, że teraz wygląda mniej atrakcyjnie - para hipnotyzujących słońc trochę przygasła, a całe oblicze stało się naraz groteskowe. Gdy wreszcie złapała oddech, wydostała się z wnętrza autobusu i, mijając ciężarówkę, na którą wpadli, jęcząc poszła do domu. "W końcu to tylko jeden przystanek" - pomyślała.
Jej marzenia o spędzeniu z nim reszty życia być może wciąż siedziały oszołomione na tylnym siedzeniu pojazdu. A może nigdy do niego nie wsiadły.
| |
|
|
|
|