|
|
|
| List do... siebie - 2004-09-05 - Fantasmagoria | Widziałam cię dzisiaj jak stałaś przy oknie. Myślałaś, że śpię a ja spod przymkniętych powiek patrzyłam razem z tobą na światła w oknach sąsiadów i skomlącego psa. Słuchałam szumu akwariowego filtra i niekończących się dzwonków telefonu. Dlaczego nie odebrałaś?
Widziałam jak patrzysz na śpiącą mnie ze zniecierpliwieniem. Zmieściłaś w tym spojrzeniu jeszcze szczyptę rozbawienia, z jaką traktuje się małe dzieci z ich wiecznymi pytaniami i rozrzucone wszędzie pluszowe misie. Nie przerywałam Ci, kiedy usiadłaś w fotelu i zwinięta w kłębek po raz dzwudziesty czytałaś "Muminki".
Swoją drogą, powiedz mi, dlaczego wizja białego hipopotama siedzącego na niebieskiej werandzie tak cię uspokaja? Topienie się w przeszłości z cylindrem Tatusia i torebką Mamusi bywa zgubne. Potem otwierasz oczy na czas teraźniejszy i widać w nich bojowe iskierki. Przez chwilę - gasisz je szybko, zmieszana jakby i wracasz do mnie.
Otulasz nas obie kołdrą, naciągasz ją aż na uszy a ja wtulam się w ciebie, nerwowo mnąc poduszkę, ściskając pluszowego misia i wgryzając się w sen. Nie wiem, mój czy twój, dziwny jakiś i nierealny. Fruwam i pływam, spadam i topię się kiedy ty, niepomna wszystkiego, obracasz się na drugi bok.
Rano budzę się zmęczona. Patrzę jak się przeciągasz i trzesz zaspane oczy. Wyspałaś się, bo to ja przejęłam obowiązek snucia nocnych koszmarów. Wnikam w ciebie jak co dzień. Otrząsasz się i wstajesz, w równowadze, ze mną siedzącą w środku.
Porozmawiamy później, dobrze? Teraz odejdź sprzed lustra. Ja będę odsypiać noc.
| |
|
|
|
|