Za pięć druga zgasły wszystkie światła, akurat siedziałem w wannie, otoczyła mnie zupełna ciemność, poczułem się trochę nieswojo, a jak wiadomo, czego oczy nie widzą, to dopowie sobie wyobraźnia, miałem zamiar przeczekać awarię prądu pluskając się w wodzie, ale nagle zaczęły pojawiać się przed mną morskie potwory i sceny z filmów, które wpompowano mi do głowy,
z wody wynurzył się potwór z Loch Ness i wyszczerzył do mnie zęby, kilku zombich przebiło się przez kafelki na podłodze i zaryczało radośnie, Freddy Krueger złapał mnie za nogę i próbował utopić, a syrenka warszawska razem ze świtezianką z paskudnym, dziewczęcym piskiem wbiły mi paznokcie w głowę,
kiedy przez umywalkę przecisnął się Szatan, wyskoczyłem przerażony, pośliznąłem się na podłodze, przejechałem kawałek uśmiechając się niepewnie do zombiego, po omacku znalazłem ręcznik i wybiegłem na korytarz, zamykając łazienkę na klucz,
ciężko dysząc oparłem się o drzwi, zaczęło do mnie docierać, że awaria się niepokojąco przedłuża, ostrożnie stawiając każdy krok podreptałem w nieznanym kierunku, w nadziei, że szczęśliwym trafem wpadnę na zapałki, przypomniałem sobie jednak, że ani nie palę, ani nie mam kuchenki gazowej,
wyszedłem więc na korytarz i zastukałem do sąsiadów,
halo, krzyknąłem do drzwi, mają państwo może zapałki?
…tak, a co?
a ja, lekko poirytowany,
no, chciałem pożyczyć,
w zamku zazgrzytał klucz i po chwili ukazała się twarz sąsiada oświetlona nędznym płomieniem zapałki,
eee, powiedział, może jest ciemno, ale może by się pan ubrał…
zorientowałem się, że zapomniałem przykryć się ręcznikiem, machnąłem rękami, by zakryć to, co zawsze w takich sytuacjach się zakrywa i niechcący zalałem zapałki,
no, co pan zrobił?
Kaziu, a co pan zrobił? odezwał się żeński głos ze środka mieszkania,
zalał nam ostatnie zapałki!
a ona,
Iiiiiiiik, co my teraz zrobimy?
wróciłem prędko do siebie, zastanawiałem się przez chwilę co robić, ale przerwało mi pukanie do drzwi, szybko przepasałem się ręcznikiem i szarpnąłem za klamkę,
dzień dobry, powiedziały cztery staruszki, kłaniając mi się w pas, czy mogłybyśmy obejrzeć u pana serial?
bardzo mi przykro, ale zdaje się, że u mnie też nie ma prądu,
staruszki spuściły głowę zawiedzione,
ludzie, rozległo się nagle w całym bloku, nie ma prądu w całym mieście, wyjrzyjcie za okno,
babcie zakrzyknęły przerażone, jedna z nich upadła na ziemię, druga połknęła z przejęcia sztuczną szczękę, zatrzasnąłem drzwi, ostrożnie stawiając każdy krok podszedłem do okna i zerknąłem na zewnątrz, rzeczywiście, w calusieńkim mieście, nie było ani odrobinki elektryczności, ludzie potykali się o własne nogi i gdyby nie samochodowe reflektory, byliby skazani na rychłą śmierć ze strachu,
na skrzyżowaniu doszło do wypadku, zderzyły się cztery samochody, które ruszyły ze wszystkich, czterech stron, bo przestała działać sygnalizacja,
ludzie, telewizji nie ma, radia nie ma, niczego, niczego nie ma, krzyczała na korytarzu jakaś rozhisteryzowana kobieta,
zrobiłem się głodny, niestety, całe jedzenie wypłynęło na zewnątrz, gdy otworzyłem lodówkę, cóż, musiałem poczekać aż włączą prąd, usiadłem więc na podłodze i tak samotnie w ciemności przysłuchiwałem się głosom dochodzącym z korytarza,
lokówka mi siadła, halo, słyszy mnie ktoś?
ma ktoś działającą mikrofalówkę?
i znów pukanie, postanowiłem tym razem się nie ruszać, pewnie znowu jakiś natręt, który myśli, że tylko u niego nie ma elektryczności,
puk, puk, znów zadudniło,
nie ma mnie, powiedziałem,
a głos zza drzwi,
pana nie ma, a tu koniec świata idzie, może chce pan się wyspowiadać i zapisać do Kościoła Ostatniej Szansy? wpisowe to jedynie wszystko co pan ma, tam gdzie idziemy, nic nie będzie panu potrzebne,
to po co mam dawać? wam też się nie przyda, skoro idzie koniec,
słuchaj pan, wyroków boskich się nie kwestionuje, a ja tu w jego imieniu przychodzę, rozumiesz pan?
a ja,
odwal się,
wspomnisz pan moje słowa w drodze do piekła,
wspomniałbym jego słowa, pomyślałem, jakbym oddał mu wszystko co mam, na chwilę zapadła cisza, ale potem powstał jakiś tumult na korytarzu, więc postanowiłem zobaczyć co się dzieje,
sąsiadki trzymały w rękach pochodnie, a ich mężczyźni prowadzili na łańcuchu jakiegoś grubaska z beretem na głowie,
ale za co, za co?
milcz szatanie! wrzeszczały staruszki, a dziadkowie przyłożyli mu laskami,
co się dzieje? spytałem,
złapali elektryka i prowadzą go na stos,
na stos? za co?
no jak to? przecież jest elektrykiem,
i co z tego?
a on spojrzał na mnie podejrzliwie,
elektryk jest, a prądu nie ma, to jak pan myśli, kogo należy winić?
ale żeby na stos? przecież to średniowiecze, krzyknąłem,
to zadzwoń pan na policje, jak ci działa, spojrzał na mnie szalonym wzrokiem, do godziny nie oglądałem telewizji, od godziny nie jadłem pizzy, ktoś musi za to beknąć, chwycił mnie za chabety, ktoś musi beknąć! rozumiesz pan?! ktoś mu…
nagle, zrobiło się jasno, jarzeniówki leniwie rozświetliły klatkę schodową, wszyscy stali zdziwieni, mężczyźni niepewnie spojrzeli na elektryka i poluzowali łańcuchy, ten zerwał się szybko i uciekł, słychać było tylko „idioci, idioci”,
to…zapraszam na herbatkę, powiedział do mnie mężczyzna, który do tej pory trzymał mnie za kołnierz,
nie dziękuję, muszę się wykąpać w końcu,
jasne, jasne, odpowiedział, miłego dnia,
miłego, odburknąłem,
wszyscy powoli rozeszli się do pokojów kłaniając nisko w pas i szastając uprzejmymi słówkami, ja ostrożnie zajrzałem do łazienki, nie było żadnych potworów, pusto, powiedziałbym nawet, że całkiem przytulnie, tak, och, dobrze, że Wujek Prąd do nas wrócił, można znowu żyć po ludzku…
|