|
|
|
| Białe Ściany (próbka) - 2004-12-23 - gish |
Niczego na świecie nie da się podzielić na połowę.
Rzeczywistość ma smak i fakturę kartonu.Leży skulony w tekturowym pudle i stara się nie zasnąć. To już sześć dni.Kartonowa ciemność utrudnia pozostanie po tej stronie. Kartonowy sen wzywa. Powieki opadają ciężko jak płatki tektury. Każda sekunda oderwana od jawy regeneruje wymęczone spojrzenie. Kolorowe koła tańczą leniwie przed oczami. Tektura zaprasza głębiej, pomiędzy swe liczne, cienkie warstwy. Jest ciepła i och tak przytulna. Czy po ilości słojów można ocenić datę produkcji pudła? Ocknięcie z letargu. Oczy mrugają nerwowo. Inna rzeczywistość. Nieoczywistość. Rzeczy. W. Istocie. Małe dzieci o wychudłych twarzach. Dziewczynki ze splątanymi strąkami brudno-brązowych włosów, w sukienkach uszytych ze starych prześcieradeł. Zakurzony pokój pełen śladów wojskowych butów. Jeden kraj. Drugi kraj. Okupacja. Głód. Na stole z braku prawdziwego jedzenia zupa z kurzej krwi, w której gdzieniegdzie pływają przekwitłe ziemniaki.Jedna łyżka. Druga łyżka. Odrapany metal połyka czerwone spirale. Jedna łyżka. Druga łyżka. Czerwień przygasa. Czerń. Znów jest w przytulnym uścisku zbitych mas papieru. Nie może jednak zasnąć. Gdyby Łukasz dopadł go we śnie byłoby po nim.
W zasadzie pierwsze wspomnienie, ze wszystkich w życiu jakie pamięta, było mocnym zderzeniem jego głowy z ceglaną ścianą. Łukasz puścił go po trzech uderzeniach. To było dwa lata temu. Wcześniej nie było nic. Łukasz? To chyba od niego się wszystko zaczęło. Znali się już od dawna. Albo może ich pierwsze spotkanie nastąpiło właśnie przy tej ceglanej ścianie. Nieistotne. Osunął się wtedy na ziemię z rozbitym czołem i stracił przytomność. Wcześniejsze wspomnienia zna tylko z oglądanych zdjęć, na których ledwo rozpoznaje siebie. Nie rozpoznawał na nich jednak żadnych miejsc ani zdarzeń. Gdy się wtedy obudził Łukasza już nie było. Jednak Łukasz potrafił codziennie go odnaleźć. Zawsze w końcu się pojawiał.
Spędzali razem całe dnie na wędrówkach i odkrywaniu nowych miejsc. Dużo mówił do Łukasza. Opowiadał mu każdą swoją myśl i każde skojarzenie. Każdą, największą nawet faramuszkę. Łukasz prawie się nie odzywał. Słuchał. Często robił rzeczy irracjonalne. W starych bunkrach w pobliskim lesie jedli pył ceglany zdrapywany paznokciami ze ścian. Resztki tynku smakowały najgorzej. To chyba właśnie Łukasz uświadomił mu, że dla siebie samego jest centrum wszechświata. Rzeczywistość jest odrębna, jednak jego odbiór rzeczywistości jest tylko i wyłącznie subiektywny. Z tą wiedzą można widzieć świat takim, jakim chce się go widzieć. Można modyfikować rzeczywistość do swoich potrzeb.
Z początku szło opornie. Trzeba było wyzbyć się przyzwyczajeń. Łukasz wbijał mu pod paznokcie grube igły sosnowe. Jedną koło drugiej. Każdą łzę płynącą z bólu po jego twarzy troskliwie wycierał chusteczką.
Gdy skończył jego dłonie przypominały choinkę. Po niektórych igłach tańczyły kropelki krwi. Łukasz wstał i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Klucz wpadł po chwili do środka przez szparę pod drzwiami. On siedział skulony na betonowej podłodze, z igłami wyrastającymi z palców. Kroki za drzwiami przeniosły się gdzieś daleko. Próbował podnieść klucz, ale wbite głęboko igły przeszkadzały mu w tym. Ze łzami w oczach wyjmował je po jednej zębami, przy każdej zamykając oczy z bólu. Ciemność zamknęła go w sobie. Przez ułamek sekundy wydawało mu się że znajdował się w swoim ulubionym miejscu. Jednak nie miał wcale pewności, co to za miejsce. Gdy ból minął podniósł klucz i wyszedł na dwór. Światło wdarło się pomiędzy powieki sprawiając kolejny ból. A może nie mam wcale ulubionego miejsca? - pomyślał.
Irlandia północna 2004 – Polska 2004
| |
|
|
|
|