|
|
|
| moda na antykonsumpcjonizm* - 2005-03-23 - teka | moda na antykonsumpcjonizm?
(czy zmęczenie materiału?)*
Dziwne, ale z tytułu wyszedł mi jakiś dziwaczny oksymoron. Niby modny jest konsupcjonizm, (kupowanie, jedzenie, konsumowanie itepe, itede...), zatem przedrostek anty- powinien automatycznie „przyrosnąć” też do słowa moda. Antymoda – antykonsupcjonizm? Ale jak może być modnym coś, co jest z założenia antymodne. Ano może. Już nie raz różne „andergrandowe” przedsięwzięcia wychodziły z podziemia, nawet wbrew twórcom, i stawały się popularne (czyli modne). Chciałbym doszukiwać się w takich zjawiskach wyostrzenia gustów masowego odbiorcy, bo przecież to, co niszowe (w teorii) jest bardziej wyrafinowane, trudniejsze, przeznaczone dla „ętelektualisty”, jak mawiał mój nauczyciel z historii, czyli dla kogoś wyrafinowanego. Jednak jestem dość sceptyczny w stosunku do tak optymistycznych „doszukiwań” i niestety traktuję to jako jakąś „dziwną” modę na to, co modnym nie jest. Dziwne... jak i „dzwiny jest ten świat”, trawestując słowa z piosenki Czesława Niemena. Ale wracając do tematu.. Po 15-latach demokracji, i co za tym idzie 15-latach doskonalenia się w konsumowaniu, ostatnio nastąpiło swoiste zmęczenie, co ironicznie nazywałem „zmęczeniem materiału”. W „Słowniku języka polskiego PWN” znajduję się takie oto wytłumaczenie tego technicznego zwrotu: zjawisko zmniejszania się wytrzymałości materiału przy wielokrotnie, okresowo zmieniającym się obciążeniu. 15 lat „obciążeń” zmniejszyło naszą „wytrzymałość”. Wytrzymałość psychiczną – co ironicznie ciśnie mi się do głowy.
Sławomir Shuty, ostatnio bardzo popularny pisarz antykonsumpcyjny, powiedział, że „polska rzeczywistość jest pogrążona w przydusze”. A „przyducha” to „śnięcie ryb spowodowane zbyt małą ilością tlenu w zbiorniku wodnym” (za „Słownikiem języka polskiego PWN”). Coś w tym jest. Nie możemy oddychać w tej naszej polskiej rzeczywistości. Zrobiło się bardzo duszno. Pomimo klimatyzacji w centrach handlowych. Sam Shuty jest dobrym przykładem na tą niby-modę. Pierwszą książkę wydał w 1999 roku, następnie ukazały się jeszcze jego trzy książki. Ostatnia o wdzięcznym tytule „Zwał”, wydana w 2004 roku dostała paszport „Polityki”. Książka ta jest właśnie buntem przeciwko konsumpcyjnej kulturze, bardzo popularną książką!
„Konsumpcjonizm”, „antykonsumpcjonizm” – rzucam wciąż tymi terminami, więc krótko wyjaśnię, co przez nie rozumiem. Choć powinienem to zrobić na początku, ale do rzeczy. Poprzez konsumpcjonizm rozumiem model życia, jaki obecnie panuje w naszym kraju (i w świecie „Zachodnim”). A jaki to model? Jakbym miał pokazać go komuś, to zbudowałbym model typowego centrum handlowego. Typowego - bo one wszystkie są takie same. „Konsumpcjonizm” to centrum handlowe, wielopoziomowa kondygnacja, z wieloma sklepami, z tysiącem pracowników, od sprzątaczek, po dyrekcję. Świat przyrównywano do różnych rzeczy, ja go przyrównuję do centrum handlowego. Inny model „antykonsumpcjonizmu” mógłby mieć postać reklamówki, takiej wypchanej reklamówki. Wizualizacja, gdzieś obok.
Książki, filmy, muzyka – to one są głosem społeczeństwa. I coraz więcej w nich buntu przeciwko rzeczywistości, konsumpcyjnej rzeczywistości. W dwójce przez tydzień odbywał się Festiwal Filmów Niezależnych. W pokazanych filmach było dużo owego „zmęczenia”, niezgody na Polskę, w jakiej żyjemy. Niespełnionych oczekiwań. Strachu przed dorosłością, bo bycie dorosłym wiąże się z przymusową pracą, bo przecież trzeba pracować. Przymusową, bo często nie tą wymarzoną przez nas. Strachem przed wrzuceniem w konsumpcyjną kulturę..
Muszę jeszcze wspomnieć o „Dniu Świra” Marka Koterskiego, ponieważ czuję więź z bohaterem tego filmu, absolwentem filologii polskiej, jako że i ja za jakiś czas (mam nadzieję) ukończę tą szanowaną szkołę. Ale nie napisałem o tym filmie tylko z powodu owej więzi. Aż takim egocentrykiem to nie jestem. A wspomniałem o nim, gdyż reżyser w pewnym sensie też uległ owej modzie, choć nie definiuje tego przez „antykonsumpcjonizm. To jednak chcąc nie chcąc jego film ukazuje wady naszej rzeczywistości. Bohater, Adaś Miauczyński, jest przejaskrawionym przykładem typowego Polaka, sfrustrowany i „zmęczony” codziennością. Jego idealizm, choć już nie „typowy,” „dostaje po ryju” od kapitalistycznego świata. Przy czym „kapitalizm” jest tu w jakimś stopniu synonimem „konsumpcjonizmu”. A symbolem jego porażki życiowej jest 800 zł, które dostaje na poczcie jako wypłatę za pracę nauczyciela języka polskiego.
Nie tylko w filmach można odnaleźć podobne obawy, ale też w muzyce. Wezmę najbardziej wyrazisty przykład, jakim jest muzyka hip-hopowa, gdzie bunt jest niemal programowy. A muzyka ta jest bardzo popularna w naszym kraju.
W podobnym tonie zostało wydanych w ostatnim czasie kilka książek jak choćby wspomniany przeze mnie „Zwał”, czy choćby „Nic” Dawida Bieńkowskiego albo wymowna „Frustracja. Młodzi o Nowym Wspaniałym Świecie” Wydawnictwa Ha!art. Ale nie będę tu już zanudzał opisem tych książek.
Ładnie wysnuta teza, rozwinięcie, kilka przykładów. Ale jak to się ma w „prawdziwym życiu”? Prawdziwym, czyli nie tym literackim, filmowym lub muzycznym? Zaryzykowałbym hipotezę, że podobnie. W końcu sztuka jest w jakimś stopniu próbą odpowiedzi na pytania zadawane w owym „prawdziwym życiu”. Lecz to jest nie tylko nurt „antykonsumpcyjny”, ale też „antykapitalistyczny” (choć teraz pewnie powinienem przedrostek anty- zastąpić przedrostkiem alter-). Ten antykapitalizm to nie jakiś sentyment za komunizmem. To po prostu wynik tego, że Polacy zawiedli się na kapitalizmie. Ich wybujałe marzenia „dostały po ryju” od twardej rynkowej rzeczywistości. Choć paradoksalnie najbardziej zawiedli się ci, którzy rzeczywistości PRL-u w ogóle nie znają, czyli ludzie młodzi. Atakowani zewsząd narzekaniami, rodziców, dziennikarzy, polityków, artystów. Tyle się nasłuchali, że jest źle, że w końcu sami zaczęli narzekać, że... jest źle. Również w sztuce. Ale naprawdę nie jest „źle”! Tylko, że to już temat na osobny felieton. Starsi „zmęczyli” się kapitalizmem, ponieważ nie spełnił ich marzeń. Młodzi uznali, że jest źle. I po piętnastu latach konsumpcyjnej demokracji dokonało się „zmęczenie materiału”, co pociągnęło za sobą modę na alternatywne podejście do życia – modę na antykonsumpcjonizm.
Na koniec przestroga: nie unikajmy konsumpcji, bo nie da się jej uniknąć, ale strzeżmy się nadkonsumpcji!
| |
|
|
|
|