|
|
|
| Najlepszy w swoim fachu - 2005-10-28 - hominus | Po dzielnicy willowej w K.S. od dobrego kwadransa kręcił się obcy mężczyzna w garniturze, ze skórzana teczką w ręku. Szybkim krokiem przemykał od płotu do płotu sprawdzając, czy któraś z furtek nie jest przypadkiem niedomknięta. Po kilku nieudanych próbach wreszcie los się do niego uśmiechnął - właściciel domu pod numerem 19 zostawił lekko uchyloną bramkę prowadzącą na posesję.
Mężczyzna z teczką rozejrzał się bacznie i, upewniwszy się, że na swej drodze nie spotka żadnego groźnego psa pilnującego domostwa, szybkim, zdecydowanym ruchem nacisnął klamkę, pchnął furtkę i w chwilę później był już na tyłach domu. Tutaj znów mu się poszczęściło - tak, jak przewidywał, budynek miał drugą parę drzwi wejściowych, która, co przerosło jego najśmielsze oczekiwania, była otwarte na oścież.
Przestąpił próg i, słysząc glosy krzątających się po domu mieszkańców, na palcach zakradł się do najbliższej szafy i ukrył w jej wnętrzu. Tu czekał na dogodny moment do ataku.
Poszło mu nadzwyczaj szybko - w dziesięć minut uporał się z całą rodzinką. Najpierw, chustką nasączoną chloroformem, obezwładnił chłopca; mężczyźnie zafundował cios gumową pałką w potylicę, ale najtrudniejszym przeciwnikiem okazała się kobieta - walczyła tak zaciekle, że nie miał wyboru - musiał lekko poddusić ją kablem od żelazka, aż straciła przytomność.
Cała trójka siedziała w salonie przywiązana do krzeseł. Kiedy już odzyskali przytomność, mężczyzna w garniturze otworzył leżącą na stolę teczkę. W oczach kobiety pojawiło się przerażenie - zrozumiała, że nie mają najmniejszych szans. Intruz był bez wątpienia profesjonalistą.
Pan z teczką poprzysiągł sobie, że nie opuści tego domu, dopóki nie dostanie tego, po co tu przyszedł. Brakowało mu jeszcze tylko jednej umowy sprzedaży, by po raz trzeci z rzędu otrzymać Złotą Odznakę Akwizytora. Na jego twarzy malowała się determinacja - podpiszą ten świstek, choćby miał ich torturować do białego rana.
| |
|
|
|
|