|
|
|
| Kolejka po chleb - 2002-12-22 - Dziam | Idąc rano po chleb spotkałem w mojej klatce schodowej rozpromienionego jak nigdy sąsiada. Gdy zagadnąłem go o powód tego uniesienia, odparł: "Wiesz panie sąsiad, akcyza na wódeczke poszła w dół o 30%, rozumiesz pan". Bogatszy o tak cenną informację podążyłem w stronę sklepu. Przed wejściem ustawiła się zadziwiająco długa kolejka. Zapytawszy jednego ze stojących z jakiego powodu dziś tyle ludzi robi zakupy, rzekł: "Panie, to pan nie wiesz, że alko staniało!".
Stwierdziłem, że w pieczywo będę musiał się zaopatrzyć gdzie indziej. Niestety na całym osiedlu ustawiały się gigantyczne kolejki. Pojechałem więc do supermarketu i dopiero tam nie bez trudności zdobyłem chleb. W drodze powrotnej do domu znalazłem w autobusie kiklu szczęśliwców, którym udało się już kupić tańszy alkohol i testowali, czy za niższą cenę dostali produkt tej samej jakości, co przedtem. Okazało się, że nie ma żadnej różnicy, a z radości degustatorzy wybili nawet szybę i kierowca musiał wezwać policję. Funkcjonariusze, którzy chyba też chcieli chronić konsumentów przed zalewem towarów kiepskiej jakości, sprawdzili na służbie zawartość kilku butelek z wysokoprocentową cieczą, spisywali zeznania z niebywałą szybkością, godną żółwia wyścigowego.
Po półgodzinnym opóźnieniu dotarłem w końcu do domu. Odziwo, w spokoju udało mi się zjeść śniadanie, wyruszyć do szkoły i w miarę normalnie spędzić dzień.
Następnego ranka, gdy szedłem po poranne zakupy, znów ujrzałem przed wejściem do sklepu spory tłum. Tym razem jednak nikt nie skandował, była cisza, jak makiem zasiał. Podszedłem do jednego z kolejkowiczów i spytałem, co się stało. Obrzucił mnie spojrzeniem mordercy i powiedział: "Panie, nie krzycz pan tak głośno, głowa mi pęka". Po czym po chwili dodał: "Niech w końcu ten sklep otworzą, bo uschnę, wody!".
| |
|
|
|
|