illusion of sense
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]

                                


NAJNOWSZE TEKSTY
władza
popatrz
***
marzenie
podsłuchany r...
WSZECHŚWIAT
" "
Rozbudzenie
zapomniany
Ostatecznie

NAJNOWSZE GFX
       

NAJNOWSZE FOTO
       

WYLOSOWANE
TEKSTY
  jesień bez rę...
  noc marcowa
  Wyzwolenie
GRAFIKA  FOTO
    

NEWSLETTER
Nowości na Twój email

    adres:


Zapisanych: 263

LINKI
EUFONIA
wydawnictwo IOS
dustbox
niwidu.org
Sztuki Walki - BJJ
Magazyn .psd
implozja.pl
więcej odnośników

Ciemność - 2006-08-11 - hominus

        Obudził się. Jednak nie ze snu, gdyż ten nie przychodził nigdy, ale ze stanu czuwania. W pokoju było ciemno - jak zwykle. Właściwie, odkąd pamiętał wciąż była noc i ten pokój - dwa elementy jak gdyby nieodłącznie wpisane w definicję jego życia. Zresztą, miejsce, w którym przebywał, wolał nazywać "przestrzenią", bo nie miał pewności, czy poza ścianą z oknem, przez które bez przerwy sączyło się do pomieszczenia blade światło księżyca, istnieją jeszcze inne. Wiele razy próbował dotknąć którejkolwiek z nich, ale idąc przez długi czas w kierunku, gdzie powinny się znajdować, nigdy żadnej nie napotkał, a do tego zawsze wracał do miejsca, z którego wyruszył. Inna zagadka wiązała się z księżycem - mijały chwile, dłuższe chwile i godziny, pewnie mogłoby nawet minąć z pół wieczności, a on ani drgnął - jakby był tylko wyciętym w czarnym tle owalem, elementem skromnej scenografii.
        Podniósł się na łóżku (to mogło być łóżko, jeśli mógł ufać dotykowi) i podkurczywszy nogi, oparł brodę na kolanach. Chwilę siedział bez ruchu, próbując przebić ciemność błądzącym wzrokiem, aż wreszcie jego spojrzenie zatrzymało się na oknie. Robił tak co noc, a w zasadzie zawsze, gdy po krótkim okresie czuwania wracała do niego świadomość. Całe jego życie (Kiedy się rozpoczęło?) wypełniało gapienie się na księżyc, bezskuteczne próby ucieczki w sen o(raz...)
...to cholerne...
                (...twoje ciało staje się ciężkie...)
...odliczanie.
                (..dwa...)
...Dziwny głos dochodził nie wiadomo skąd...
                (...jesteś bardzo zmęczony...)
...jednak zawsze, gdy się pojawiał...
                (...trzy...)
...działo się coś niedobrego. Ciemność gęstniała,...
                (...twoje powieki są jak z ołowiu...)
...ożywała, przybierała rozmaite kształty,...
                (...cztery...)
...wydawała najróżniejsze, często ledwie słyszalne, przerażające dźwięki...
                (...zapadasz w głęboki sen...)
...a kilka razy wydawało mu się,...
                (...pięć...)
...że czerń powoli zrasta się, zlepia w ludzką postać...
                (...śpisz.)
noszącą jego...
- ...imię. Jak masz na imię? - padło z ciemności.
- Imię? - pomyślał, a po chwili jego usta poruszyły się i głos, który pochodził gdzieś z zewnątrz, choć z pewnością był, paradoksalnie, częścią niego samego, odpowiedział szeptem: - Jakub.
- Jakubie - popłynęło z jakiegoś miejsca w pomieszczeniu. Miejsca, którego nie dało się określić - powiedz, gdzie teraz jesteś?
- W pokoju - odpowiedziały jego usta, a głos, który wypowiedział te słowa przemieścił się szybko nad jego głową razem z cieniem, przypominającym kształtem człowieka. Jakub poczuł, jak dreszcz przebiega mu po kręgosłupie.
- Co teraz robisz? - ciemność przemówiła ponownie.
- Boję się - przeszło Jakubowi przez głowę, ale ta myśl w jakiś sposób zabrzmiała także w mroku, obok jego lewego ucha. Ktoś lub coś wypowiedziało ją szeptem. Mógłby przysiąc, że słyszał te słowa. Odwrócił się, ale niczego nie dojrzał.
- Czego lub kogo się boisz? - padło kolejne pytanie.
- Ja... - zawahał się. Przecież sam dokładnie tego nie wiedział. Czuł tylko wewnętrzny niepokój, może nawet strach, który czasami ogarnia człowieka właściwie z niewiadomych przyczyn. Szybko nim zawładnął, rozlewając się po całym ciele nagłą, gorącą falą, przyspieszając bicie serca. To było uczucie, którego pochodzenia, czy przyczyny nie można ustalić - przynajmniej nie wtedy, gdy wyłącza się racjonalne myślenie.
- Czego się boisz? - te słowa wróciły do niego jak echo odbite od przesiąkniętych mrokiem ścian.
- Powiedz mu - obok ucha znów zabrzmiał chłodny szept - przecież wiesz.
- Jakubie, czy w pokoju jest ktoś poza tobą? - słowa były ledwo słyszalne w gęstym od strachu powietrzu.
- O tak! - odparł zuchwale męski głos, dotąd ukrywający się pod postacią szeptu. Wraz ze słowami usta Jakuba poruszyły się, a on sam nagle poczuł się jak kukiełka, sterowana przez niewidocznego kuglarza. Czuł, jak otaczająca go czerń oplata się wokół jego nadgarstków, jak zaciska się na nich grubymi pętami przerażenia. Z ciemności wypełnionej po brzegi ciszą, jego uszy wyławiały jakiś dźwięk. Krótki, przerywany szum po woli, ale konsekwentnie przeradzał się w odgłos szeptów, albo raczej oddechu. Dźwięk wzmagał się z każdą chwilą, przemieszczał się po pokoju, wirował i zdawał się dzielić na mniejsze, początkowo cichsze odgłosy, z minuty na minutę rosnące w siłę. Wreszcie, kiedy wszystkie stały się już dostatecznie głośne i zaczęły pulsować jednym wspólnym rytmem, zdał sobie sprawę, że to... jego własny oddech - rozrywany na kawałki strachem, dziwnie zniekształcony.
        Nagle poczuł, że coś zaciska się na jego szyi. Nie wiedział już, czy to jego przerażenie, czy może rzeczywiście coś lub ktoś go dusi. Dotyk wydawał się tak realny, a ból jedynie potwierdzał, że to, co się dzieje, dzieje się naprawdę. Jakub poczuł, że kręci mu się w głowie. Pokój wirował - w panującej dokoła ciemności nie mógł tego widzieć, ale wiedział, że tak jest, zmysły go nie oszukiwały (a rozum?...). Ostatnią rzeczą, jaka pozostała mu w pamięci był głos, powtarzający w kółko:
- Musisz się go pozbyć! Raz na zawsze! Teraz masz szansę! Jedyną szansę!
Jeszcze tylko ta biała twarz - jego własna - z grymasem przypominającym uśmiech, która powiedziała:
- Dokonało się.
        A potem już tylko ciemność. Znowu. Tym razem bez...

- ...świadomości.
        Obudził się. Pokój wciąż jeszcze wirował, ale był... biały. Kiedy rzeczywistość wreszcie zatrzymała się w miejscu, zobaczył nad swoją głową poważną męską twarz w okularach.
- Rozumiesz, co do ciebie mówię? - słowa były lekko przytłumione. Niepewnie skinął głową.
- Świetnie. - odparł nieznajomy mężczyzna, a jego głos brzmiał już dość wyraźnie. - Jak się czujesz? - spytał i nie czekając na odpowiedź, dodał - pewnie trochę zdezorientowany. To normalne, po takiej walce. - kącik jego ust wygiął się w lekkim uśmiechu.
- Wiesz, gdzie jesteś? - padło kolejne pytanie.
        Przebudzony usiadł, podkurczył nogi i na chwilę, jakby odruchowo, położył głowę na kolanach. Po kilku sekundach uniósł ją, rozejrzał się po pokoju i gdy jego wzrok znów zatrzymał się na twarzy, najwyraźniej oczekującej odpowiedzi, pokręcił przecząco głową.
- Nazywam się doktor Dragman, a ty jesteś w moim gabinecie. Trafiłeś do mnie, bo... - Nie słuchał. W jednej chwili przypomniał sobie, co tu robi.
        Przyszedł do tego lekarza, bo miał problemy ze sobą. To znaczy nie do końca ze sobą - raczej z tym drugim "ja", mieszkającym w jego głowie. Kilkadziesiąt wizyt, przeszło półtora roku przygotowań zwieńczonych dzisiejszą ostateczną walką. Zwycięską bitwą. Wreszcie pozbył się intruza, uwolnił się od niego. Raz na zawsze.
- Jak się czujesz? - spytał doktor
- Lepiej - odparł łamiącym się, ale już trochę pewniejszym głosem.
        Lekarz spojrzał na niego badawczo, po czym zawyrokował:
- Myślę, że to już koniec. Nie będzie więcej problemów. W każdym razie ja nie jestem ci już potrzebny, bo dziś ostatecznie, mam nadzieję, uwolniłeś się od swoich demonów. A właściwie jednego - uśmiech znów pojawił się na jego twarzy - o imieniu Bernard.
- Tak. - odparł pacjent - To już koniec.
        Poczuł się tak, jakby urodził się na nowo - każdy wdech zdawał się wypełniać nie tylko jego płuca, ale całe jego ciało, najmniejszą i najgłębiej ukrytą jego część. Nie, to nawet nie było poczucie odrodzenia, to było coś więcej - doznanie najwcześniejszej chwili pierwszego życia, a co dziwniejsze - doznanie świadome. Odetchnął głęboko i stawiając stopy na podłogę powiedział:
- Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować panu za pomoc - wyciągnął prawą dłoń w stronę mężczyzny.
- Nie ma o czym mówić. - odparł lekarz ściskając dłoń swojego pacjenta, a po chwili dodał:
- Sam tego dokonałeś. Tylko dzięki silnej woli i pracy nad własną psychiką pokonałeś - przerwał, jakby szukając odpowiedniego słowa - samego siebie. Gratuluję, Jakubie.
- Samego siebie. - pacjent zamyślił się - Jak pan to trafnie ujął. - Jego dłoń coraz mocniej ściskała dłoń lekarza.
        Zdziwiony Dragman spojrzał w twarz mężczyzny, ale w jego oczach dojrzał tylko chłód. Po chwili usta pacjenta szeptały mu do ucha:
- Pozdrów ode mnie Jakuba. - lekarz poczuł, jak lewa dłoń mężczyzny zaciska się na jego szyi, a prawa miażdży jego prawicę. Jeszcze przez chwilę próbował się uwolnić, walcząc o oddech, ale świat przed jego oczami stawał się coraz mniej wyraźny, ustępując miejsca nadchodzącej ciemności.

Komentarze(1)   Skomentuj< poprzedni (Najlepszy w swoim fachu)