Obudzi³ siê. Jednak nie ze snu, gdy¿ ten nie przychodzi³ nigdy, ale ze stanu czuwania. W pokoju by³o ciemno - jak zwykle. W³aœciwie, odk¹d pamiêta³ wci¹¿ by³a noc i ten pokój - dwa elementy jak gdyby nieod³¹cznie wpisane w definicjê jego ¿ycia. Zreszt¹, miejsce, w którym przebywa³, wola³ nazywaæ "przestrzeni¹", bo nie mia³ pewnoœci, czy poza œcian¹ z oknem, przez które bez przerwy s¹czy³o siê do pomieszczenia blade œwiat³o ksiê¿yca, istniej¹ jeszcze inne. Wiele razy próbowa³ dotkn¹æ którejkolwiek z nich, ale id¹c przez d³ugi czas w kierunku, gdzie powinny siê znajdowaæ, nigdy ¿adnej nie napotka³, a do tego zawsze wraca³ do miejsca, z którego wyruszy³. Inna zagadka wi¹za³a siê z ksiê¿ycem - mija³y chwile, d³u¿sze chwile i godziny, pewnie mog³oby nawet min¹æ z pó³ wiecznoœci, a on ani drgn¹³ - jakby by³ tylko wyciêtym w czarnym tle owalem, elementem skromnej scenografii.
Podniós³ siê na ³ó¿ku (to mog³o byæ ³ó¿ko, jeœli móg³ ufaæ dotykowi) i podkurczywszy nogi, opar³ brodê na kolanach. Chwilê siedzia³ bez ruchu, próbuj¹c przebiæ ciemnoœæ b³¹dz¹cym wzrokiem, a¿ wreszcie jego spojrzenie zatrzyma³o siê na oknie. Robi³ tak co noc, a w zasadzie zawsze, gdy po krótkim okresie czuwania wraca³a do niego œwiadomoœæ. Ca³e jego ¿ycie (Kiedy siê rozpoczê³o?) wype³nia³o gapienie siê na ksiê¿yc, bezskuteczne próby ucieczki w sen o(raz...)
...to cholerne...
(...twoje cia³o staje siê ciê¿kie...)
...odliczanie.
(..dwa...)
...Dziwny g³os dochodzi³ nie wiadomo sk¹d...
(...jesteœ bardzo zmêczony...)
...jednak zawsze, gdy siê pojawia³...
(...trzy...)
...dzia³o siê coœ niedobrego. Ciemnoœæ gêstnia³a,...
(...twoje powieki s¹ jak z o³owiu...)
...o¿ywa³a, przybiera³a rozmaite kszta³ty,...
(...cztery...)
...wydawa³a najró¿niejsze, czêsto ledwie s³yszalne, przera¿aj¹ce dŸwiêki...
(...zapadasz w g³êboki sen...)
...a kilka razy wydawa³o mu siê,...
(...piêæ...)
...¿e czerñ powoli zrasta siê, zlepia w ludzk¹ postaæ...
(...œpisz.)
nosz¹c¹ jego...
- ...imiê. Jak masz na imiê? - pad³o z ciemnoœci.
- Imiê? - pomyœla³, a po chwili jego usta poruszy³y siê i g³os, który pochodzi³ gdzieœ z zewn¹trz, choæ z pewnoœci¹ by³, paradoksalnie, czêœci¹ niego samego, odpowiedzia³ szeptem: - Jakub.
- Jakubie - pop³ynê³o z jakiegoœ miejsca w pomieszczeniu. Miejsca, którego nie da³o siê okreœliæ - powiedz, gdzie teraz jesteœ?
- W pokoju - odpowiedzia³y jego usta, a g³os, który wypowiedzia³ te s³owa przemieœci³ siê szybko nad jego g³ow¹ razem z cieniem, przypominaj¹cym kszta³tem cz³owieka. Jakub poczu³, jak dreszcz przebiega mu po krêgos³upie.
- Co teraz robisz? - ciemnoœæ przemówi³a ponownie.
- Bojê siê - przesz³o Jakubowi przez g³owê, ale ta myœl w jakiœ sposób zabrzmia³a tak¿e w mroku, obok jego lewego ucha. Ktoœ lub coœ wypowiedzia³o j¹ szeptem. Móg³by przysi¹c, ¿e s³ysza³ te s³owa. Odwróci³ siê, ale niczego nie dojrza³.
- Czego lub kogo siê boisz? - pad³o kolejne pytanie.
- Ja... - zawaha³ siê. Przecie¿ sam dok³adnie tego nie wiedzia³. Czu³ tylko wewnêtrzny niepokój, mo¿e nawet strach, który czasami ogarnia cz³owieka w³aœciwie z niewiadomych przyczyn. Szybko nim zaw³adn¹³, rozlewaj¹c siê po ca³ym ciele nag³¹, gor¹c¹ fal¹, przyspieszaj¹c bicie serca. To by³o uczucie, którego pochodzenia, czy przyczyny nie mo¿na ustaliæ - przynajmniej nie wtedy, gdy wy³¹cza siê racjonalne myœlenie.
- Czego siê boisz? - te s³owa wróci³y do niego jak echo odbite od przesi¹kniêtych mrokiem œcian.
- Powiedz mu - obok ucha znów zabrzmia³ ch³odny szept - przecie¿ wiesz.
- Jakubie, czy w pokoju jest ktoœ poza tob¹? - s³owa by³y ledwo s³yszalne w gêstym od strachu powietrzu.
- O tak! - odpar³ zuchwale mêski g³os, dot¹d ukrywaj¹cy siê pod postaci¹ szeptu. Wraz ze s³owami usta Jakuba poruszy³y siê, a on sam nagle poczu³ siê jak kukie³ka, sterowana przez niewidocznego kuglarza. Czu³, jak otaczaj¹ca go czerñ oplata siê wokó³ jego nadgarstków, jak zaciska siê na nich grubymi pêtami przera¿enia. Z ciemnoœci wype³nionej po brzegi cisz¹, jego uszy wy³awia³y jakiœ dŸwiêk. Krótki, przerywany szum po woli, ale konsekwentnie przeradza³ siê w odg³os szeptów, albo raczej oddechu. DŸwiêk wzmaga³ siê z ka¿d¹ chwil¹, przemieszcza³ siê po pokoju, wirowa³ i zdawa³ siê dzieliæ na mniejsze, pocz¹tkowo cichsze odg³osy, z minuty na minutê rosn¹ce w si³ê. Wreszcie, kiedy wszystkie sta³y siê ju¿ dostatecznie g³oœne i zaczê³y pulsowaæ jednym wspólnym rytmem, zda³ sobie sprawê, ¿e to... jego w³asny oddech - rozrywany na kawa³ki strachem, dziwnie zniekszta³cony.
Nagle poczu³, ¿e coœ zaciska siê na jego szyi. Nie wiedzia³ ju¿, czy to jego przera¿enie, czy mo¿e rzeczywiœcie coœ lub ktoœ go dusi. Dotyk wydawa³ siê tak realny, a ból jedynie potwierdza³, ¿e to, co siê dzieje, dzieje siê naprawdê. Jakub poczu³, ¿e krêci mu siê w g³owie. Pokój wirowa³ - w panuj¹cej doko³a ciemnoœci nie móg³ tego widzieæ, ale wiedzia³, ¿e tak jest, zmys³y go nie oszukiwa³y (a rozum?...). Ostatni¹ rzecz¹, jaka pozosta³a mu w pamiêci by³ g³os, powtarzaj¹cy w kó³ko:
- Musisz siê go pozbyæ! Raz na zawsze! Teraz masz szansê! Jedyn¹ szansê!
Jeszcze tylko ta bia³a twarz - jego w³asna - z grymasem przypominaj¹cym uœmiech, która powiedzia³a:
- Dokona³o siê.
A potem ju¿ tylko ciemnoœæ. Znowu. Tym razem bez...
- ...œwiadomoœci.
Obudzi³ siê. Pokój wci¹¿ jeszcze wirowa³, ale by³... bia³y. Kiedy rzeczywistoœæ wreszcie zatrzyma³a siê w miejscu, zobaczy³ nad swoj¹ g³ow¹ powa¿n¹ mêsk¹ twarz w okularach.
- Rozumiesz, co do ciebie mówiê? - s³owa by³y lekko przyt³umione.
Niepewnie skin¹³ g³ow¹.
- Œwietnie. - odpar³ nieznajomy mê¿czyzna, a jego g³os brzmia³ ju¿ doœæ wyraŸnie. - Jak siê czujesz? - spyta³ i nie czekaj¹c na odpowiedŸ, doda³ - pewnie trochê zdezorientowany. To normalne, po takiej walce. - k¹cik jego ust wygi¹³ siê w lekkim uœmiechu.
- Wiesz, gdzie jesteœ? - pad³o kolejne pytanie.
Przebudzony usiad³, podkurczy³ nogi i na chwilê, jakby odruchowo, po³o¿y³ g³owê na kolanach. Po kilku sekundach uniós³ j¹, rozejrza³ siê po pokoju i gdy jego wzrok znów zatrzyma³ siê na twarzy, najwyraŸniej oczekuj¹cej odpowiedzi, pokrêci³ przecz¹co g³ow¹.
- Nazywam siê doktor Dragman, a ty jesteœ w moim gabinecie. Trafi³eœ do mnie, bo... - Nie s³ucha³. W jednej chwili przypomnia³ sobie, co tu robi.
Przyszed³ do tego lekarza, bo mia³ problemy ze sob¹. To znaczy nie do koñca ze sob¹ - raczej z tym drugim "ja", mieszkaj¹cym w jego g³owie. Kilkadziesi¹t wizyt, przesz³o pó³tora roku przygotowañ zwieñczonych dzisiejsz¹ ostateczn¹ walk¹. Zwyciêsk¹ bitw¹. Wreszcie pozby³ siê intruza, uwolni³ siê od niego. Raz na zawsze.
- Jak siê czujesz? - spyta³ doktor
- Lepiej - odpar³ ³ami¹cym siê, ale ju¿ trochê pewniejszym g³osem.
Lekarz spojrza³ na niego badawczo, po czym zawyrokowa³:
- Myœlê, ¿e to ju¿ koniec. Nie bêdzie wiêcej problemów. W ka¿dym razie ja nie jestem ci ju¿ potrzebny, bo dziœ ostatecznie, mam nadziejê, uwolni³eœ siê od swoich demonów. A w³aœciwie jednego - uœmiech znów pojawi³ siê na jego twarzy - o imieniu Bernard.
- Tak. - odpar³ pacjent - To ju¿ koniec.
Poczu³ siê tak, jakby urodzi³ siê na nowo - ka¿dy wdech zdawa³ siê wype³niaæ nie tylko jego p³uca, ale ca³e jego cia³o, najmniejsz¹ i najg³êbiej ukryt¹ jego czêœæ. Nie, to nawet nie by³o poczucie odrodzenia, to by³o coœ wiêcej - doznanie najwczeœniejszej chwili pierwszego ¿ycia, a co dziwniejsze - doznanie œwiadome. Odetchn¹³ g³êboko i stawiaj¹c stopy na pod³ogê powiedzia³:
- Nie pozostaje mi nic innego jak podziêkowaæ panu za pomoc - wyci¹gn¹³ praw¹ d³oñ w stronê mê¿czyzny.
- Nie ma o czym mówiæ. - odpar³ lekarz œciskaj¹c d³oñ swojego pacjenta, a po chwili doda³:
- Sam tego dokona³eœ. Tylko dziêki silnej woli i pracy nad w³asn¹ psychik¹ pokona³eœ - przerwa³, jakby szukaj¹c odpowiedniego s³owa - samego siebie. Gratulujê, Jakubie.
- Samego siebie. - pacjent zamyœli³ siê - Jak pan to trafnie uj¹³. - Jego d³oñ coraz mocniej œciska³a d³oñ lekarza.
Zdziwiony Dragman spojrza³ w twarz mê¿czyzny, ale w jego oczach dojrza³ tylko ch³ód. Po chwili usta pacjenta szepta³y mu do ucha:
- Pozdrów ode mnie Jakuba. - lekarz poczu³, jak lewa d³oñ mê¿czyzny zaciska siê na jego szyi, a prawa mia¿d¿y jego prawicê. Jeszcze przez chwilê próbowa³ siê uwolniæ, walcz¹c o oddech, ale œwiat przed jego oczami stawa³ siê coraz mniej wyraŸny, ustêpuj¹c miejsca nadchodz¹cej ciemnoœci.
|