|
|
|
| Ani trochę - 2009-07-01 - abigail |
- Ani trochę nie wrócę! Ani trochę rozumiesz?!!! Ani trochę nie wrócę!
- Przestań, nic mnie to nie obchodzi. Czy trochę, czy więcej niż trochę. Nie obchodzi mnie to.
- Ach tak.
***
Odłożyła słuchawkę, a jemu w uszach dźwięczał krzyk. Dopiero teraz się wkurzył. Powstrzymał się jednak i nie zadzwonił i nie nawrzeszczał jej do ucha, że go kurwa! gówno! obchodzi jej wracanie. Lub nie. Nie chciał jej obrażać, a i tak się obraziła.
Zszedł z drabiny i zaczął się śmiać. Absurdalność tego telefonu w zestawieniu z faktem, że właśnie był w trakcie naprawiania anteny doprowadziła go prawie do łez... Hi hi hi – śmiał się – idiotka.
***
„Cholera. Znów przegięłam” myślała bez emocji. „Co go, kurwa! – no, bo ona też przecież umiała i, co gorsza, lubiła przeklinać – obchodzi, czy ja wrócę ani trochę, czy trochę jednak wrócę”... Jak gdyby nigdy nic umyła naczynia, włosy i na końcu podłogę w przedpokoju – jedynym miejscu wolnym od dywanów, mebli, itp... Okien nie umyła. Nie lubiła myć okien. Jego też nie lubiła. Właściwe z perspektywy mokrych naczyń, włosów i podłogi wydawało jej się najbardziej naturalnym stanem nie wracanie ani trochę.
***
Wszedł do domu i zobaczył jej spakowane rzeczy. W równych rzędach na świeżo umytej podłodze przedpokoju stały maleńkie i większe paczuszki związane sznurkiem.
- Dlaczego nie włożyłaś tych rzeczy do torby?
- Do jakiej torby?
- Wszystko jedno jakiej. Do wielu torb, dlaczego nie włożyłaś?
- A po co? Tak jest ładniej, przeźroczyściej i ekologiczniej.
- Jezuuu.... – westchnął i zaczął znosić jej powiązane sznurkiem rzeczy do samochodu.
- Nie jest Ci smutno? – spytała.
- Nie. A dlaczego?
- No nie wiem...
- To po co pytasz?
- A tak. Dla podtrzymania rozmowy.
- Jakiej rozmowy?
- O torbach?
Mimo woli uśmiechnął się, ale to ona pomachała mu ręką z samochodu... Właściwie pomachała jego plecom – spieszyło mu się by sprawdzić, ile to jest, to „trochę”.
| |
|
|
|
|