|
|
|
| Dalia - 2010-01-10 - martijn |
Jeszcze jedno spojrzenia za siebie i oto otwiera siê nowy rozdzia³ jej ¿ycia. Koniec starych problemów, nie zakoñczonych znajomoœci, nieuregulowanych d³ugów. Ca³kiem inny od poprzedniego plan, nowe ¿ycie. Piêkniejsze ¿ycie.
¯ycie niemal wieczne.
Pozna³a go na trzecim roku studiów. Nie wyró¿nia³ siê ani w t³umie rówieœników, ani w zestawie jej wczeœniejszych zdobyczy wœród których mia³ wkrótce znaleŸæ siê na poczytnej, wysokiej pozycji. Mia³ krótkie czarne w³osy, br¹zowe oczy i by³ ca³kiem przystojny. Zna³a go z widzenia ju¿ od pierwszego roku studiów, ale poza kilkoma krótkimi rozmowami w gronie wspólnych znajomych nie mieli ze sob¹ nic wspólnego. A¿ tu pewnego dnia...
- Przepraszam, ale to chyba ju¿ twój przystanek.
- S³ucham... - otworzy³a oczy i k¹tem oka dostrzeg³a znajome budynki. Wsta³a i dynamicznym ruchem rzuci³a siê do drzwi autobusu ledwo s³ysz¹c jak z jej ust wydostaje siê zd³awione, wykrzyczane w biegu „dziêki”. Dopiero, gdy poczu³a ¿e znajduje siê na przystanku a pod jej nogami znajduje siê stabilny grunt, odwzorowa³a w myœlach tamt¹ scenê. Wszystko zdarzy³o siê tak nagle – myœla³a – ale jestem pewna, ¿e znam tê twarz.
Reszta drogi od przystanku do mieszkania up³ynê³a jej na bezskutecznych próbach przypomnienia sobie oblicz znajomych. W koñcu zaprzesta³a, nie zauwa¿aj¹c jak szybko znalaz³a siê przed drzwiami swojego bloku.
Gdy by³a nastolatk¹ matka ci¹gle powtarza³a jej, ¿e mê¿czyŸni to z³o konieczne tego œwiata. Gdy skoñczy³a szko³ê œredni¹ przekona³a siê, ¿e nie nale¿y do tych kobiet, którym pierwszy raz sprawia ból i napawa strachem przed kolejnym, który na pewno, ale to na pewno bêdzie przyjemny. Gdy posz³a na studia, zamieszka³a pod jednym dachem z czterema ch³opcami. Byæ mo¿e dlatego tak ³atwo nawi¹zywa³a nowe znajomoœci, prze¿ywa³a kolejne mi³osne przygody, a ¿ycie zdawa³o siê stawaæ przed ni¹ otworem. Nie s¹dzi³a jednak, ¿e tak szybko oka¿e siê, ¿e mo¿e byæ ono jeszcze bardziej intryguj¹ce ni¿ dotychczas.
Noc mija³a szybko. By³a jasna, pogodna. Dalia by³a w mieszkaniu sama. Zasnê³a przed pó³noc¹, a w³aœnie dochodzi³a pierwsza. Przed zaœniêciem nie by³a pewna, czy aby dobrze zamknê³a drzwi, czu³a siê jednak zbyt zmêczona by wstaæ z ³ó¿ka. Ksiê¿yc rzuca³ œwietliste promienie na wnêtrze pokoju, w którym ciszy nie zak³óci³ nawet lekki szelest poœcieli. Œnij Dalio, zdawa³ siê mówiæ g³os oddalony o tysi¹ce kilometrów, ale zarazem bliski jak powiew wiatru wpadaj¹cego przez otwarte okno. Dalia œni³a, nie zdaj¹c sobie jednak sprawy, ¿e to ostatnia noc, kiedy jej sny s¹ tak spokojne.
Poranek przywita³ j¹ ze spokojem swym ch³odem. Gdy ju¿ zd¹¿y³a siê ubraæ, us³ysza³a odg³os dzwoni¹cej komórki. Na kolorowym wyœwietlaczu widnia³o imiê „Micha³”. „Na œmieræ zapomnia³am...” – pomyœla³a, i natychmiast zapisa³a w notesie wielkimi literami „MICHA£ – MOJE KLUCZE”.
Micha³ - wysoki, szczup³y zielonooki brunet. Pozna³a go w klubie w zesz³ym tygodniu. Zabawia³a tam czêsto ze znajomymi z uczelni. Osobiœcie nie przepada³a za takimi miejscami, ha³aœliwymi, t³ocznymi, ale klub by³ wa¿ny, bo by³ czêœci¹ planu. A plan, ma³a, to podstawa – powtarza³a za ojcem. Z Micha³em spotka³a siê kilkakrotnie, zawsze po zajêciach, w jej mieszkaniu. Spotkania rozpoczyna³y siê krótk¹ rozmow¹, koñczy³y ju¿ bez s³ów. Nie przeszkadza³o jej to w zupe³noœci, w tych momentach czu³a siê wystarczaj¹co spe³niona.
Tu¿ przed ósm¹ wybieg³a z mieszkania. Autobus mia³ opóŸnienie. By³o ju¿ dziesiêæ po ósmej kiedy wesz³a do œrodka i ruszy³a pewnym, zadziornym krokiem tam gdzie zawsze - w prawo, ponownie w prawo, a¿ do stolika przy oknie. Jakie¿ by³o jej zdziwienie kiedy okaza³o siê ¿e...
Dzisiejszy dzieñ zapowiada³ siê doœæ ciê¿ko. Kilka batalii na uczelni, a potem spotkanie z Micha³em. Nie by³a zaskoczona, gdy przedwczoraj zawita³ do jej drzwi z zamiarem zwrotu kluczy do jej mieszkania. Nie dopuszcza³a do siebie myœli, ¿e najzwyczajniej w œwiecie wystawi³ j¹. Taka zamiana ról nie przypad³a Dalii do gustu. Micha³ by³ inteligentnym facetem. Mimo to, pewnych sytuacji nawet inteligentni faceci nie s¹ w stanie do koñca przewidzieæ. Czasami zwyczajnie trac¹ rozum, a wtedy ich jedynym zmartwieniem jest stabilnoœæ kuchennego sto³u. Dalia zarówno z tego, jak i z wielu innych spraw tak odleg³ych od mêskiego punktu widzenia, doskonale zdawa³a sobie sprawê. Uparta, zawistna, zdecydowana - zawsze musia³a postawiæ na swoim. Wci¹¿ jednak nie umia³a odpowiedzieæ sobie na pytanie jak wiele mog³aby j¹ kosztowaæ mi³oœæ? Mi³oœæ to domena g³upców. Powtarzaj¹c sobie w duchu ¿e nie jest zdolna kochaæ, ¿y³a w przeœwiadczeniu ¿e nie zazna najwa¿niejszego z ludzkich uczuæ: mi³oœci. Zaœ co do Micha³a....Nie, nie czu³a siê winna, w zasadzie to by³a w pe³ni szczêœliwa. Kolejny raz wszystko posz³o zgodnie z planem. Plan, pamiêtaj ma³a, plan to podstawa, mawia³ jej ojciec. Mawia³, zanim nie wpakowali w niego kilku kul. Nie, w zasadzie to wpakowali ca³y magazynek. Jak to jest mieæ ojca z przesz³oœci¹ kryminaln¹, panno Dalio? - pyta³a stara Kru., kole¿anka matki od zawsze pa³aj¹ca do jej rodziny bezinteresown¹ niechêci¹. W³aœciwie Dalia nie wiedzia³a, czemu rodzicielka przyjaŸni siê z t¹ ¿mij¹. Przecie¿ Kru. nie znosi³a ludzi, matki Dalii, ojca Dalii, Dalii, wreszcie siebie. Dalia odpowiada³a tylko w myœlach g³osem pe³nym satysfakcji - wiedzia³a, ¿e stara Kru. zasz³a w ci¹¿ê maj¹c szesnaœcie lat, a w wieku osiemnastu mia³a kolejne dziecko z zupe³nie innym, przypadkowym mê¿czyzn¹. Jak to jest byæ dziwk¹, panno Kru. ?
Tego dnia zanotowano rekordowy skok temperatury. Powietrze by³o duszne, a na niebie nie by³o ani jednej chmury. Jeden z tych dni, kiedy poziom agresji wzrasta wraz z iloœci¹ wystêpuj¹cego na ca³ym ciele potu. W zat³oczonym autobusie jechali tak przez 20 minut, siedz¹c obok siebie i prawie nie zamieniaj¹c s³owa. Wysiedli na tym samym przystanku.
- Nie by³eœ zbyt rozmowny - powiedzia³a Dalia i uœmiechnê³a siê. On nadal by³ dla niej cz³owiekiem zagadk¹. On. Nie zna³a jego imienia. Nie przedstawi³ siê. Mimo wspólnych znajomych wci¹¿ byli dla siebie zupe³nie obcy.
- Taki ju¿ jestem. Daj mi chwilê – uœmiechn¹³ siê i wyj¹³ z kieszeni telefon. Przez chwilê trzyma³ go nieruchomo, zamyœlony.
Odwróci³ siê w jej stronê i po raz kolejny uœmiechn¹³ siê, tym razem patrz¹c jej prosto w oczy.
- Tam w autobusie, to miejsce w którym zazwyczaj...
- Wiem - przerwa³a mu. - Zrobi³eœ to celowo. Zauwa¿y³am, ¿e od jakiegoœ czasu czêstotliwoœæ naszych przypadkowych spotkañ wzrasta.
Oboje zaczêli siê œmiaæ. Wci¹¿ trzyma³ w rêku telefon, jakby przez chwilê zapominaj¹c w jakim celu go wyj¹³.
Nie przeszkadza³o im, ¿e czas nielitoœciwie gna przed siebie coraz prêdzej i prêdzej; ¿e kolokwium na które œpieszy³a siê Dalia dopiero siê rozpoczê³o i gdyby nie sta³a tam, gdyby ruszy³a prosto z przystanku, na pewno uda³o by siê jej zaliczyæ. ¯e na spotkanie na które on tak œpieszy³ (z dziewczyn¹ z któr¹ mia³ siê dziœ rozstaæ, ale ona wcale nie by³a jego dziewczyn¹) nie dojdzie do skutku. Tak jak Dalia nie by³a w stanie przewidzieæ, ¿e sprawa nie zaliczonego kolokwium przestanie byæ istotn¹ spraw¹ jej ¿ycia, tak te¿ on doskonale zdawa³ sobie sprawê z tego, ¿e ju¿ wkrótce przyjdzie czas na kolejne nieudane spotkanie.
Tymczasem czas up³ywa³ w œmiertelnie powolnym tempie....
Dochodzi³a pó³noc. Mieszkanie Dalii by³o puste. Na stole niespokojnie przesuwa³a siê komórka, co chwilê rozœwietlaj¹c ciemne œciany pokoju w którym le¿a³a. Obok le¿a³ notes, w którym wyraŸnie zapisano wielkimi literami „MICHA£ – MOJE KLUCZE”...
S¹ takie noce, kiedy ciemnoœæ ogarnia ca³¹ rzeczywistoœæ, wype³niaj¹c nawet najdrobniejsze zakamarki, najmniejsze szczeliny. Podobno wtedy rodz¹ siê koszmary. Nikt rozs¹dny nie b³¹ka siê wtedy bezmyœlnie wymacuj¹c ka¿dego odcinka drogi przed swoim nosem. Wtedy dzia³a bujna dzieciêca wyobraŸnia, a razem z ni¹ id¹ czasem w parze opowieœci starszego rodzeñstwa o wampirach, wilko³akach i wiedŸmach pukaj¹cych do okien i drzwi. To w tak¹ noc dziewczyna przytula siê mocno do swego ch³opaka, a ich myœli biegn¹ w zupe³nie ró¿nych kierunkach. W tak¹ noc pêdz¹ce auto zatrzymuje siê wœród pustkowia, odmawiaj¹c wœciek³emu w³aœcicielowi pos³uszeñstwa. Noc wie najlepiej co skrywa pod swoim p³aszczem. Ludzkie tajemnice, grzechy, pragnienia. Strach.
W tak¹ noc budz¹ siê do ¿ycia demony.
Te ludzkie. I te prawdziwe.
Daliê porwa³a mi³oœæ. Ta g³êboka, zawistna i bezkompromisowa Ta, przed któr¹ tak bardzo siê broni³a, która by³a dla niej do tej pory czymœ nieznanym, niezrozumia³ym i obcym w ca³ej swej istocie. To w³aœnie ta mi³oœæ sprawi³a, ¿e Dalia straci³a rozs¹dek, a plan diabli wziêli.
Obudzi³a siê w pustym pokoju w œrodku nocy. Rozerwane na strzêpki wspomnienia uk³ada³y siê w ca³oœæ. Potê¿ny ból g³owy sprawi³ ¿e opuœci³a j¹ wiêkszoœæ si³, a bezw³adne miêœnie rozpaczliwie odmawia³y pos³uszeñstwa. Czu³a siê paskudnie, na dodatek w obcym pomieszczeniu by³o bardzo ciemno. Staraj¹c siê skupiæ myœli odruchowo przesunê³a praw¹ rêk¹ po poœcieli. Poczu³a wilgotn¹, gêst¹ ciecz. Przez chwilê obraca³a j¹ w d³oniach, wci¹¿ jeszcze nie odzyskuj¹c pe³nej œwiadomoœci. Gdzieœ z pomieszczenia obok dobieg³ odg³os upadaj¹cego ze straszliwym ³oskotem przedmiotu. Skupi³a uwagê, jednak ciemnoœæ by³a tak gêsta, ¿e nie sposób by³o cokolwiek dostrzec. Mimo to czu³a obecnoœæ kogoœ, b¹dŸ czegoœ w pokoju. Jej wzrok powoli zamiera³, a na ciele skóra sta³a siê jakby przez chwilê grubsza. Usta dziewczyny zsinia³y. Nagle zda³a sobie sprawê jak wiele kosztowa³a j¹ ta noc.
Niew¹tpliwie by³ wyj¹tkowy. Najprzystojniejszy, najbardziej poci¹gaj¹cy, by³ po prostu naj w ka¿dym znaczeniu tego s³owa. By³ ma³omówny, ale to w zupe³noœci nie by³o czymœ, co mog³oby przeszkadzaæ takiej dziewczynie, jak ona. Ona sama niewiele siê odzywa³a. Przy nim wszystko by³o takie jasne i proste, problemy przestawa³y byæ problemami, a czas p³yn¹³ szybko niczym nurt rw¹cej rzeki. P³yn¹³, czy mo¿e sta³ w miejscu? Nie by³a w stanie tego okreœliæ, bo przy nim to wszystko traci³o na znaczeniu. Jej pragnienie schwytania go by³o tak silne, tak gwa³towne, tak niesamowicie zwierzêce, jak gdyby nie by³a ju¿ sob¹, nie by³a cz³owiekiem, ale wœciek³¹ harpi¹ gotowa rozerwaæ na strzêpy ka¿dego kto by³by w stanie sprzeciwiæ siê jej woli. Nie potrafi³a zrozumieæ swego zachowania, lecz czy mi³oœæ nie usprawiedliwia³a jej? By³oby tak zapewne gdyby nie fakt, ¿e mi³oœæ któr¹ dopiero co pozna³a, postanowi³a j¹ wykiwaæ.
Dalia spostrzeg³a ¿e krew by³a wszêdzie. Na poœcieli, na ³ó¿ku, kilka kropel sp³ywa³o po œcianie. Zaczyna³o œwitaæ, pierwsze promienie s³oñca ods³oni³y potwornoœæ pustego pokoju, w którym jedynym meblem by³o stare ³ó¿ko. Dalia wci¹¿ na nim siedzia³a. Krew na jej d³oniach i ubraniu zaschnê³a, tworz¹c nieregularne kszta³ty. Jej wzrok utkwiony by³ w dziurê. Dziura nie by³a du¿a, ale jej poszarpane krawêdzie nadawa³ jej paskudny i obrzydliwy charakter. Oczy Dalii by³ niesamowicie du¿e, opuchniête i zmêczone. Powoli odzyskiwa³a kontrolê nad swoim cia³em. Unios³a d³oñ i zbli¿y³a w stronê dziury. By³a wype³niona czerni¹. Czarna, obrzydliwa dziura. Powoli zaczê³a wsuwaæ do œrodka wskazuj¹cy palec, który natychmiast zwilgotnia³ i pokry³ siê czerwono fioletow¹ barw¹. Wziê³a go do buzi i delikatnie musnê³a jêzykiem. Natychmiast zwymiotowa³a. Ta cholerna dziura. Dok¹dkolwiek siê uda, ona zawsze bêdzie jej towarzyszyæ. Tylko dok¹d mo¿e siê teraz udaæ? Nim nadszed³ œwit, rozum powróci³, a wraz z nim pojawi³ siê w jej g³owie zupe³nie nowy, tak dalece inny ni¿ dotychczasowe plan, z którego jednoznacznie wynika³o, ¿e musi wyrównaæ z kimœ rachunki. (Znów ten cholerny plan!).
Ostro¿nie wsta³a i ruszy³a w stronê wyjœcia. S³oñce ju¿ na dobre wznios³o siê na niebo. Przy wyjœciu znalaz³a swój bezw³adnie le¿¹cy na pod³odze p³aszcz. To wystarczy³o by zakryæ dziurê. Ruszy³a przez otwarte drzwi. Tego co jej zabrano, nie odnalaz³a w pokoju.
Ulice tego dnia sprawia³y wra¿enie bardziej t³ocznych ni¿ dotychczas, a s³oneczne œwiat³o niemi³osiernie uderza³o. NiewyraŸne sylwetki ludzi ko³ysa³y siê jej przed oczyma, co chwilê jawi¹c siê i znikaj¹c. Chodnik stawa³ siê coraz bardziej stromy, œciana przy której ostro¿nie posuwa³a siê do przodu coraz bardziej zakrzywia³a siê. Gdy w koñcu dotar³a do drzwi domu, poczu³a jak opuszczaj¹ j¹ wszystkie si³y. Os³abiona i wyczerpana ostatecznie zasnê³a ju¿ w swoim ³ó¿ku.
Przez kilkanaœcie kolejnych dni nie wychodzi³a z mieszkania. Wy³¹czy³a telefon, nie odpowiada³a na dzwonek do drzwi. Zd¹¿y³a wymieniæ zamek, gdy¿ spodziewa³a siê, ¿e w ka¿dej chwili mo¿e pojawiæ siê Micha³ z tymi cholernymi kluczami. Nikt nie móg³ zobaczyæ jej w tym stanie. Czy byliby w stanie uwierzyæ, skoro ona sama wci¹¿ jeszcze nie wierzy³a?
Nikomu nie mog³a zwierzyæ siê ze swojego sekretu. Wstyd pali³ jej wszystkie cz³onki. W grze, w której to do niej nale¿a³o ostatnie s³owo, ktoœ nagle pozbawi³ j¹ jêzyka. Dziura po wyrwanym sercu powoli siê goi³a. Wci¹¿ nie mog¹c uwierzyæ w fenomen swojego dalszego istnienia bez tak wa¿nego organu, podjê³a siê opracowania skutecznego planu odwetu. Jej zmys³y jakby siê wyostrzy³y, czu³a siln¹ wiêŸ ze swoim oprawc¹. W koñcu posiada³ coœ, co nale¿a³o wy³¹cznie do niej. Czu³a jak zmienia siê z ka¿d¹ chwil¹, jak przekszta³ca siê w coœ nie do koñca bêd¹cego ludzk¹ istot¹, jednoczeœnie nie trac¹c nic ze swojej fizycznoœci. Ukry³a wszystkie lustra w obawie przed tym, co mog³aby w nich ujrzeæ...
Zdecydowa³a, by tej nocy zakraœæ siê do pokoju, który ju¿ na zawsze zmieni³ sposób postrzegania przez ni¹ rzeczywistoœci. Minê³y prawie dwa tygodnie od wypadków pamiêtnej nocy. Granica miêdzy odbiorem rzeczywistoœci¹ a stanem który nie by³o ani jaw¹, ani snem zaciera³a siê, a czas przesta³ odgrywaæ jak¹kolwiek rolê. Dalia nie zdawa³a sobie do koñca sprawy z konsekwencji swojej przemiany, mimo to próbowa³a utrzymaæ siê jak najd³u¿ej przy resztkach zdrowych zmys³ów. Wytê¿y³a wzrok i s³uch, by jeszcze raz zmierzyæ siê z wspomnieniem ostatniej koszmarnej nocy.
To, co zdarzy³o siê póŸniej, by³o nieokreœlonym ci¹giem zdarzeñ z których tylko kilka pozosta³o wyraŸnie zarysowanych w pamiêci Dalii. Potyczka z by³ym kochankiem nie trwa³a d³ugo. Ch³opak czu³ siê nieco oszo³omiony na widok zmartwychwsta³ej Dalii. Prawdopodobnie nikt nie spodziewa³by siê ujrzeæ ¿ywego trupa. Dziewczyna nie by³a ju¿ stanie odzyskaæ swojej w³asnoœci, z uwagi na prawdopodobne skonsumowanie jej w dniu utraty. Wci¹¿ jednak mog³a znaleŸæ substytut brakuj¹cego organu. Ch³opak nie nale¿a³ do silnych. Dalia niespodziewanie poczu³a niespotykan¹ do tej pory si³ê i zwinnoœæ, wystarczaj¹c¹ by bez namys³u rzuciæ siê na wci¹¿ jeszcze zaskoczonego rywala. Ta chwila nieuwagi wiele go zakosztowa³a. Po kilku minutach by³o ju¿ po wszystkim. Zostawi³a go w pokoju gdy zacz¹³ powoli krwawiæ. Wyda³ z siebie kilka niezrozumia³ych odg³osów, po czym po prostu siê przewróci³. Pieprzony serco¿erca.
Porwa³a j¹ mi³oœæ. Ta g³êboka, zawistna i bezkompromisowa Ta, która potrafi nadaæ sens ¿yciu, by za chwilê odebraæ to, co do niej nale¿y.
Tej nocy Dalia nie wróci³a do swojego mieszkania. Postanowi³a opuœciæ miasto w którym dorasta³a, wychowywa³a siê i w którym spêdzi³a ca³e swoje „ludzkie” ¿ycie, by odnaleŸæ sens swojego nowego istnienia. Wczeœniej jednak....
Drzwi do mieszkania na parterze uchyli³y siê, lekko skrzypi¹c. Sta³ w nich m³ody mê¿czyzna, nie kryj¹c zaskoczenia swoim wyrazem twarzy.
- Dalia? Do diab³a, gdzie ty siê podziewa³aœ dziewczyno? Dzwoni³em w sprawie tych cholernych kluczy ale...
- Ciii....Nic ju¿ nie mów... Têskni³am za Tob¹....A ty za mn¹...? Pozwolisz mi wejœæ?
Mê¿czyzna skin¹³ g³ow¹. Po chwili drzwi znów lekko zaskrzypia³y, a wype³niony ciemnoœci¹ korytarz wype³ni³ siê przez chwilê œwiat³em, ods³aniaj¹c swoje stare, brudne œciany, by zaraz potem powróciæ w mrok.
| |
|
|
|
|