|
|
|
| Wrzask - 2010-02-16 - Medart | Powiedz mi co robisz o tej porze? Ja ju¿ wiem zreszt¹. Poczekaj. Pod drzwiami ju¿ ciep³o. Teraz plecy i œciana. Czy jest tam jeszcze? Bo mo¿e nie zauwa¿y³em jak wychodzi³. Ale przecie¿ to skrzypienie schodów. Rzek³bym, charakterystyczne. Bzdura. Za d³ugo tu nie by³em. Ale tego zapachu dezynfekcji nie zabij¹ ¿adne farby.
Wiatr poczyna sobie coraz œmielej. Widzê wyraŸnie, jak kurz z pod³ogi przybiera kszta³ty ich twarzy. Twojej nie. Poczekaj. To jeszcze nie ten etap. Ktoœ mnie mija. Ale to chyba cieñ tylko. A mo¿e nie? Bo coœ mówi. Znam to s³owo dobrze. Tak mnie okreœlili ju¿ dawno.
Wiesz, wczoraj towar by³ trefny. Zjecha³em szybciej ni¿ chcia³em. Potem uczy³em siê znów chodziæ po œcianach, a ten gówniarz od Pawelców nawet spuœci³ mnie ze schodów.
Nic tam. Kilka siniaków i dwójka trochê siê rusza. Bywa³o gorzej. Zewsz¹d dochodz¹ jakieœ zapachy. Dziwne. Czy oni to jedz¹, czy tylko tak œmierdz¹?
Bzdura. Pomyli³em kilka kwestii. Poczekaj, nie szarp tak. Sam wstanê. A wiêc jednak mnie znalaz³eœ. Nie. Nie ruszê siê póki nie wyjdzie.
I nie karm mnie ju¿ t¹ bajeczk¹ o po¿arze i ofiarach, proszê. No i co ¿e taœmy. Jakie smugi, ¿e okopcone? ¯e ciemne. A ja przecie¿ od dawna nie uznajê kolorów. Dobra, pójdê. Ale lataj¹ mi ju¿ nogi. Wiesz co masz robiæ jak siê zacznie? Pamiêtaj. Walisz mnie na kucki, ³apy w ty³ i coœ do gêby, bo ostatnio wrzeszczê jak cholera. O, ju¿ idzie...idzie. Zaczynaj, zaczynaj cholera...i weŸ komórkê, mam w kieszeni. Numer znasz lepiej ode mnie. Zasrany wieczór. Ale jutro pójdê krok dalej. Bzdura...
Nie pierwsza tej nocy.
| |
|
|
|
|