illusion of sense
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]

                                


NAJNOWSZE TEKSTY
ponury czas
Ostatnie chwi...
Spakowany
Kawa
***
Ekshumacja
To tam
***
R.I.P.
asteroidy.

NAJNOWSZE GFX
       

NAJNOWSZE FOTO
       

NEWSLETTER
Nowoœci na Twój email

    adres:


Zapisanych: 269

LINKI
wydawnictwo IOS
hype4 design
Creation.Machine
Horror Charts
Technology review
Square Extension
dustbox
niwidu.org
Sztuki Walki - BJJ
Magazyn .psd
implozja.pl
wiecej odnosników

Mi³oœæ wirtualna. - 2010-02-26 - rozzamyslona

Kiedyœ myœla³em, ¿e kocha³em, ale dopiero teraz pozna³em, co to Mi³oœæ. Wiem, ¿e zapamiêtam dotyk Twych d³oni, zapach w³osów, uœmiech, oddech i wszystkie gesty, których nie dane by³o mi odebraæ, a które przemyci³aœ do mnie w innej formie.

Tak j¹ po¿egna³. Magda pamiêta³a, jak ka¿de z tych s³ów wbija³o siê w serce. Rani³o. Przygniata³o. Pamiêta³a wszystko. Dr¿enie d³oni wystukuj¹cych pospiesznie rozpaczliwe s³owa. Garœcie ³ez sp³ywaj¹cych po m³odych policzkach, wci¹¿ jeszcze rumianych poezj¹ pierwszej, najprawdziwszej mi³oœci. I niebo – czyste, uderzaj¹ce niezg³êbion¹ czerni¹, pokryte milionami gwiazd, odbijaj¹cych siê w zapuchniêtych oczach dziewczyny, która, oparta o parapet, z trudem próbowa³a pochwyciæ oddech. Wówczas nie wiedzia³a jeszcze, ¿e tej nocy ¿egna³a nie tylko Mi³oœæ, ale i M³odoœæ.
Na wspomnienie tamtych dni z trudem powstrzymywa³a ³zy. Siedzia³a samotnie w przedziale poci¹gu relacji Warszawa – Kraków. Jeszcze trzy godziny, pomyœla³a. Od tamtej nocy minê³o szeœæ lat. Wirtualna mi³oœæ? Tak, wirtualna mi³oœæ. Dziœ, gdy ma dwadzieœcia dwa lata, wydaje siê to absurdalne, a nawet œmieszne. Nigdy siê nie spotkali, mimo miesiêcy d³ugich i zajmuj¹cych rozmów. Mimo wyznañ i deklaracji. Mimo wszechpotê¿nego uczucia. To by³a ich wspólna decyzja. Mia³ wówczas tyle lat, ile ona dziœ. Musia³ wyjechaæ do Stanów na przynajmniej rok. Ba³a siê czekaæ. Zdecydowali, ¿e rozstanie to najlepsze wyjœcie.
Szeœæ lat to bardzo d³ugo. Co ja tu robiê, czego oczekujê, pyta³a samej siebie. Chcia³a go zobaczyæ. Raz. Spojrzeæ w oczy. Zrozumieæ naprawdê. Realnie. Zakoñczyæ ten rozdzia³, zamkn¹æ raz na zawsze. Szeœæ lat to cholernie d³ugo! A jeœli kogoœ ma? A mo¿e ju¿ ¿onê, dzieci. A jeœli coœ zniszczy?
Mia³a ogromne w¹tpliwoœci, ale wiedzia³a, ¿e musi to zrobiæ. Choæby po to, by rozpocz¹æ normalne ¿ycie. By ju¿ wiêcej nie odwracaæ g³owy.
Oko³o szesnastej by³a na miejscu. Zna³a adres, wystarczy³o wybraæ odpowiedni tramwaj. Nie minê³o pó³ godziny, a sta³a przed w³aœciwym domem. Otworzy³a furtkê. Podesz³a do drzwi. Zapuka³a.
- Dzieñ dobry, nazywam siê Magdalena Kordecka, jestem dawn¹ znajom¹ Micha³a. Czy on tu nadal mieszka?
Na progu sta³a m³oda brunetka o ³agodnych rysach, mia³a du¿e czarne oczy i zabawnie zakrzywiony nosek. Ubrana by³a w czarny golf i granatowe d¿insy. Na jej twarzy malowa³o siê zaciekawienie.
- Och, dzieñ dobry. Pani z Warszawy? – spyta³a niespodziewanie.
- Tak, z Warszawy. A sk¹d pani…
- Ach, za moment pani wyjaœniê. Proszê chwilê zaczekaæ.
Magda zosta³a sama. By³a zaskoczona takim obrotem sprawy. Czy¿by o wszystkim wiedzia³a? Czy¿by wyjawi³ jej tajemnicê irracjonalnej mi³oœci sprzed lat? Wszystko wskazywa³o na to, ¿e by³a to Sylwia – m³odsza siostra Micha³a. Wróci³a po oko³o piêciu minutach. Przynios³a ze sob¹ plik najró¿niejszych kartek w ró¿nych kszta³tach i kolorach. By³y przewi¹zane niebiesk¹ wst¹¿eczk¹.
- To dla pani. Jest tu pani nazwisko – oznajmi³a Sylwia i poda³a przyby³ej dziwny podarunek.
- Co to jest? – spyta³a zaskoczona Magda.
- To s¹ wiersze Micha³a. Pisa³ je przez piêæ lat. Wszystkie dla pani.
- Ale dlaczego… dlaczego pani mi je daje?
Kobieta posmutnia³a. Jej twarz nabra³a zupe³nie innego, bolesnego wyrazu. Cofnê³a siê w g³¹b domu. Wziê³a p³aszcz i wysz³a na zewn¹trz. Zamknê³a za sob¹ drzwi.
- Zabiorê pani¹ w jedno miejsce. Proszê o nic wiêcej nie pytaæ.
Pojecha³y samochodem. Po kwadransie by³y na miejscu. Magda nie wiedzia³a, co o tym wszystkim myœleæ. Przez kilka minut sz³y w milczeniu w¹skim chodnikiem. Po prawej stronie rozpoczyna³ siê cmentarz. Sylwia skrêci³a w bramê. Magda sz³a tu¿ za ni¹. Mija³y nieznane groby, obce nazwiska, znicze. Wreszcie siostra Micha³a stanê³a przed jednym z grobów.
- Jesteœmy na miejscu – szepnê³a.
Marmurowa p³yta lœni³a nowoœci¹. Obok bukietu czerwonych ró¿ sta³o kilka szklanych zniczy. Magda przenios³a wzrok na tablicê. Coœ œcisnê³o j¹ za gard³o. Najpierw przyjrza³a siê zdjêciu. Przedstawia³o przystojnego, m³odego mê¿czyznê o blond w³osach i niebieskich, smutnych oczach. Ju¿ wiedzia³a. To by³ dzieñ, w którym widzia³a go po raz pierwszy. Zakrêci³o jej siê w g³owie. Powoli przenios³a wzrok na z³ote napisy. Œp. Micha³ Przyboszewski 1982-2009.
- Nieca³y rok temu. – z zamyœlenia wyrwa³y j¹ ciche s³owa Sylwii – By³ wieczór. Micha³ poszed³ do kolegi ze studiów, Grzegorza, kilometr od domu. W drodze powrotnej potr¹ci³ go pijany kierowca. Jecha³ bardzo szybko. Micha³ straci³ bardzo du¿o krwi. Zmar³ w drodze do szpitala.
Kobieta mówi³a coœ jeszcze, ale Magda ju¿ nie s³ucha³a. Sta³a nieruchomo, wpatrzona w okr¹g³¹ fotografiê. W te piêkne smutne oczy. Kochaj¹ce. Po chwili spojrza³a na kartki, które ca³y czas trzyma³a w lewej rêce. Dwie krople ³ez zmoczy³y pierwsz¹ z nich, jasnozielon¹. Utkwi³a wzrok w s³owach wiersza:

I PONAD RZEK¥
S£OÑCE ŒWIECI£O
SAMO NIE WIEDZ¥C KOMU
JEDYNYM ŒWIADKIEM
HISTORII TEJ BY£O
MI£OŒCI
CO NIE ZBUDOWA£A DOMU


Komentarze(3)   Skomentuj< poprzedni (Czeka³.)  nast�pny (Genesis) >