illusion of sense
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]

                                


NAJNOWSZE TEKSTY
ponury czas
Ostatnie chwi...
Spakowany
Kawa
***
Ekshumacja
To tam
***
R.I.P.
asteroidy.

NAJNOWSZE GFX
       

NAJNOWSZE FOTO
       

NEWSLETTER
Nowoœci na Twój email

    adres:


Zapisanych: 269

LINKI
wydawnictwo IOS
hype4 design
Creation.Machine
Horror Charts
Technology review
Square Extension
dustbox
niwidu.org
Sztuki Walki - BJJ
Magazyn .psd
implozja.pl
wiecej odnosników

Rozk³ad - 2010-02-27 - Medart

Bo sk¹d te dreszcze o wpó³ do czwartej rano? Nie znoszê kompromisu, ale dziœ nic nie wskóram. Ca³oœæ nie przejdzie tak jak zwykle. Nie tym razem. Nic tu nie mam. Ma³a le¿anka, stó³, jedno krzes³o i zlew. Dwa okna i nic ju¿. Chyba zapomnia³em kto mnie tu przywióz³. Ale na koniec coœ napomkn¹³ o przemijaniu. Dobry tekst w takim miejscu.
Nie umiem tu spaæ. Wiêc najpierw krêci³em siê trochê wokó³ budki. Ale jak d³ugo mo¿na. Dwie stare topole, resztki p³otu i droga. Jedyne co nie pozwala wypaliæ siê spojrzeniom. Dalej ju¿ koniec. Oszalejesz, jak zaczniesz na si³ê rozgrzebywaæ ten skromny ³agier materii.
Ja szybko siê podda³em. Zapomnia³em jeszcze o szlabanie. Ju¿ nie bia³o czerwony i nie prosty. Czasami osrywaj¹ go miejscowe wrony. Jedyne ptaki, które tu widzia³em.
Jest stanowczo za cicho. Na pocz¹tku mia³em radio. Trochê gra³o, ale potem ju¿ trzaski. Wysiad³o gdy przejecha³ z czterdziestego pi¹tego. Nic wiêcej nie wiem i nie szukam na to teorii.
Dwa tygodnie temu, gdy lecia³ ju¿ siedemdziesi¹ty wiedzia³em ¿e ju¿ nied³ugo. Nadszed³ czas oczekiwañ i wzmo¿onego wiercenia siê. Nawet jad³em mniej i tylko wys³uchiwa³em.
Raczej ¿aden mnie nie zaskoczy³ na tyle, bym nie zd¹¿y³ opuœciæ ¿elastwa i dotkn¹æ kilku scen. Ale wyrzuca³em to jeszcze, bo po co mi œmietnik pouk³adanych lub nie, ludzkich melodyjek. W dodatku w wiêkszoœci na fa³szyw¹ nutê?
Tak. Czeka³em teraz na póŸne roczniki osiemdziesi¹te. Bêdzie mo¿liwoœæ wziêcia czegoœ wiêcej, dojœcia do koñca i dania sobie prezentu. Przedwczoraj lecia³ osiemdziesi¹ty siódmy. Z³apa³em kilka. Na pozór niewielkich, zaskakuj¹cych fragmentów, trochê dreszczy i ³ez mia³o te¿ w tym swój udzia³.
Osiemdziesi¹ty dziewi¹ty by³ niezwyk³y. Jecha³ wolno. Na nielicznych rozjazdach szyny piszcza³y niemi³osiernie. Mnie brak³o tchu, ju¿ przy drugim wagonie. Do budki wraca³em niemal¿e na klêczkach. I dalej. Dziewiêædziesi¹ty drugi. Rozpracowywa³em skurwiela parê dni. Ba³em siê jak cholera. Mia³ byæ pierwszym z tych, który nasra³ mi w duszê z takim zadêciem.
I pojawi³ siê wreszcie. Jecha³ wolno i demonstracyjnie, a spod kó³ krzesa³ co chwilê garœæ strachu. Istny demon roku pró¿ni i og³upienia. Pewnie myœla³ ¿e czmychnê teraz za te biedne topole. Nic z tych rzeczy. G³êboki oddech i œlizgam siê po podk³adach biegn¹c mu naprzeciw. Ale¿ chy¿o i zgrabnie. Stary kretyn. Teraz masz czelnoœæ uk³adaæ sobie ¿ycie od nowa?
I ju¿ na stopniu. I do œrodka. Przedzia³y pêkaj¹ jak mydlane bañki a ja dalej. Bez uprzedzenia, gry wstêpnej i rozró¿niania twarzy. By³ jakiœ spóŸniony konduktor, ale nie da³em mu szansy.
D³ugi sk³ad, cholera. W koñcu straci³em orientacjê. Bo choæ wyrwa³em tak parê strzêpów, to jednak zbyt nachalnie i nic teraz z tego skleciæ. Ci¹gnê jednak to dalej, bo niespodzianka ostatniego wagonu jak samotna jutrzenka gdzieœ z przodu. Wgryzam siê wiêc w te warstwy,w te szyje, odpluwam strzêpki niechciane i modlê siê o szybki koniec.
Ostatni jest jakby wiêkszy. A mo¿e to z³udzenie i gra œwiate³? Mo¿e tylko tu jaœniej. I czyœciej.
Wiedzia³em ¿e wpadnê tu surowy. Zdj¹³em skórê i przestrzeñ wokó³ ust ju¿ wczeœniej i teraz tonê w tym samotnym przerêblu niedopowiedzenia. Siedzia³ tu. To i ja usiad³em. Naprzeciw. Stara, wymiêta skóra, ub³ocone glany i uœmieszek, który zerwa³ bym chêtniej ni¿ nowiutki hamulec bezpieczeñstwa. Bardzo ciekawie to sobie obmyœli³. Czeka³ tu na mnie tyle lat, a ja goni³em po dworcach w ca³ym kraju i spa³em w norkach wyœcie³anych w³asnym smrodem. Lepiej to przerwaæ, bo skurcz powrotu wydaje mi siê zbyt niechciany. Ale nie powiem tego w ten sposób. Niech czyta z moich myœli. W koñcu tu, na granicy kilku brudnych torów i strumieni wiecznych rozjazdów mamy chwilkê na spóŸnion¹ szczeroœæ.

Czy aby na pewno wskoczy³em do w³aœciwego?

Komentarze(0)   Skomentuj< poprzedni (Wrzask)  nast�pny (Inkluz) >