|
|
|
| Cierpienia młodego 13-latka - 2003-02-25 - Sandra | 13-latkiem jest się tylko przez rok, czyli 365, a czasem nawet 366 dni. Dla jednych to dobry czas, dla innych - koszmar. Wszystko zależy od punktu widzenia, a dokładniej od tego, kto i skąd patrzy, ale generalnie nie ma co ukrywać - 13-latek to ma ciężkie życie.
Od poniedziałku do piątku wcześnie wstaje i w duchu przeklina panią minister edukacji z jej ustawami - najbardziej nie podoba mu się ta o obowiązku nauki do 18 roku życia. Po porannej pobudce mój statystyczny rówieśnik podejmuje ciężką próbę wstania z łóżka - najczęściej wstaje lewą nogą, czego efektem jest całodzienny humor nadepniętego na łapę niedźwiedzia i bojowy wyraz twarzy. Następnie człapie do kuchni - tu pojawia się ostatnia szansa na krótką drzemkę. Kiedy staje pod lodówką - wyciąga z niej byle co i żuje przez około 20 minut. Nie ma większego znaczenia co je - co by to nie było, o 630 rano, smakuje jak guma do żucia, więc zgodnie z wyrobionym nawykiem śpioch przeżuwa dokładnie i starannie każdy kęs. Potem, powłócząc nogami, zbliża się do łazienki. Woli nie ryzykować spojrzenia w lustro - dobrze wie, że mógłby się stać kolejną ofiarą spoglądającego na niego bazyliszka. Z reguły, woli nie używać pasty do zębów - po pierwsze wie, że trzeba oszczędzać, a w ten sposób starczy na dłużej, po drugie mycie zębów to jawne marnotrawstwo czasu i energii, którą można lepiej spożytkować. Twarz tylko lekko opłucze wodą - woli nie używać mydła, gdyby bowiem mama zauważyła choćby drobny jego ubytek, mogłaby pomyśleć, że jej dorastająca latorośl się myje. A po co ma sobie robić niepotrzebne nadzieje? Umyty, czyściutki i pachnący opuszcza łazienkę i kieruje się w stronę szafy. Narzuca na siebie kilka szmat, będących zazwyczaj w stanie opłakanym, nie przejmując się zbytnio nakazami mody. Tę fazę porannych przygotowań dużo łatwiej przechodzą chłopcy - nie mają specjalnego wyboru - muszą założyć spodnie (wyjątkiem są Szkoci, ale i tak nikt nie bierze z nich przykładu). Prawdziwe katusze przeżywają dziewczyny, które mają do wyboru także spódniczkę lub sukienkę. Najczęściej jednak obie płcie wskakują w co popadnie i nie przywiązują zbytniej wagi do swojego wyglądu. Co z tego, że sweter założony tył na przód wygląda jak wyciągnięty psu z gardła i wydziela zapach trampek do koszykówki. Niedoszły zwycięzca konkursu piękności w pośpiechu jeszcze przygładzi ręką piętrzącą się na głowie szopę, nie przejmując się zbytnio okrzykami rodziców: "Zrób coś z tym sianem!". Potem przerzuci przez ramię plecak, nie zważając na opinie specjalistów o skrzywieniach kręgosłupa. Po opuszczeniu domowych pieleszy, w żółwim tempie, nóżka za nóżką i nadzieją w sercu, że może tym razem szkolny autobus jakimś cudem ucieknie mu sprzed nosa, zmaltretowany 13-latek udaje się do ukochanej skarbnicy wiedzy.
W szkole siedzi przez najbliższe kilka godzin, przysypiając na lekcjach i zastanawiając się nad tym, co on tu właściwie robi i dlaczego ci biedni nauczyciele tak się produkują, zamiast pójść sobie na kawę. Ożywia się dopiero w czasie przerwy - wtedy można się wyżyć na innych i jest to odrobinka relaksu w ciągu całego, nudnego jak flaki z olejem, dnia. Niestety, po przerwie przychodzi czas na kolejną porcję niepotrzebnej wiedzy, przerywaną od czasu do czasu odrobiną snu i donośnym chrapaniem. Ale młody geniusz nie jest jednak sam i podobnie jak jego koledzy i koleżanki, odruchowo myśli o wagarach. Na myśleniu się jednak kończy - żeby pójść na wagary, trzeba wykazać się odwagą i odrobiną inteligencji, a obie te rzeczy obce są żółtodziobom z gimnazjum. Pomarzyć więc sobie może, ale mimo wszystko, trzeba mocno stąpać po ziemi. 13-latek siedzi zatem twardo na krześle ze znudzoną miną pikointeligenta i udaje, że słucha całkiem niezrozumiałego potoku słów, wyrzucanego z siebie przez nauczyciela. Nagle budzi się jak z ręką w nocniku - nauczyciel zmienił taktykę i zaczął pytać. Co on sobie właściwie myśli? Że taki Kowalski będzie kuł na pamięć jakieś głupie regułki, które i tak po tygodniu zapomni? Kompletny brak logiki. Wreszcie ostatni dzwonek i przychodzi upragniona wolność. Można pójść na boisko i pograć w nogę, albo wybrać się do kina na długo oczekiwany film. Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy i na horyzoncie znienacka pojawiają się rodzice. Przyjeżdżają po niego do szkoły, jak po pierwszaka, chyba tylko po to, by zawstydzić go przed kolegami. W drodze do domu, od niechcenia rzucą: "Jak tam w szkole?" aby wyglądało na to, że bardzo przejmują się jego poczynaniami. Po powrocie do domu, pod nogi walą się następne kłody. Rodzice dobrze wiedzą, że młody buntownik dba o linię, liczy każdą kalorię i regularnie chodzi na siłownię, aby hodować swoje mięśnie komara, a tym czasem na stole czeka suty obiad, jak dla armii niewolników. Potem przychodzi czas na naukę. Z miną obrażonej księżniczki, zabiera się do odrabiania lekcji. Tak naprawdę, to wcale ich nie odrabia, bo nie ma czasu na takie głupoty - lepiej przecież pograć na komputerze, a zadanie zawsze można odpisać, lub, w ostateczności, wmówić nauczycielowi, że nic nie zadał. Ale póki co, dla zmyłki, cicho mruczy nad książką, co ma rzekomo świadczyć o nauce słówek z angielskiego. Bardzo się do tego przykłada, bo gdyby tylko rodzice w przypływie nagłego olśnienia domyślili się, co naprawdę robi, to miałby szlaban na komputer i odcięty "kabel" od komórki. Po krótkiej symulacji nauki, wrzuca do plecaka książki i zeszyty, jakie wpadną mu w ręce, nie przejmując się zbytnio planem lekcji. Później rodzice zaciągają go do łazienki. Tutaj, korzystając z obecności wanny, napełnia ją po brzegi gorącą wodą i znużony trudami dnia, przysypia w czasie kąpieli. Budzi się dopiero wtedy, kiedy po dwóch godzinach, ktoś z pozostałych domowników, dobija się do łazienki i błaga o litość dla swojego pęcherza. Wykończony ciężkim dniem, dociera wreszcie do łóżka i natychmiast zasypia. Ledwie zamknie oczy, a już go budzą i cały koszmar powtarza się od nowa. Ale nie może się poddawać. Trzeba być silnym i stawiać czoła przeciwnościom losu. Byle do wakacji...
| |
|
|
|
|