13-latkiem jest siê tylko przez rok, czyli 365, a czasem nawet 366 dni. Dla jednych to dobry czas, dla innych - koszmar. Wszystko zale¿y od punktu widzenia, a dok³adniej od tego, kto i sk¹d patrzy, ale generalnie nie ma co ukrywaæ - 13-latek to ma ciê¿kie ¿ycie.
Od poniedzia³ku do pi¹tku wczeœnie wstaje i w duchu przeklina pani¹ minister edukacji z jej ustawami - najbardziej nie podoba mu siê ta o obowi¹zku nauki do 18 roku ¿ycia. Po porannej pobudce mój statystyczny rówieœnik podejmuje ciê¿k¹ próbê wstania z ³ó¿ka - najczêœciej wstaje lew¹ nog¹, czego efektem jest ca³odzienny humor nadepniêtego na ³apê niedŸwiedzia i bojowy wyraz twarzy. Nastêpnie cz³apie do kuchni - tu pojawia siê ostatnia szansa na krótk¹ drzemkê. Kiedy staje pod lodówk¹ - wyci¹ga z niej byle co i ¿uje przez oko³o 20 minut. Nie ma wiêkszego znaczenia co je - co by to nie by³o, o 630 rano, smakuje jak guma do ¿ucia, wiêc zgodnie z wyrobionym nawykiem œpioch prze¿uwa dok³adnie i starannie ka¿dy kês. Potem, pow³ócz¹c nogami, zbli¿a siê do ³azienki. Woli nie ryzykowaæ spojrzenia w lustro - dobrze wie, ¿e móg³by siê staæ kolejn¹ ofiar¹ spogl¹daj¹cego na niego bazyliszka. Z regu³y, woli nie u¿ywaæ pasty do zêbów - po pierwsze wie, ¿e trzeba oszczêdzaæ, a w ten sposób starczy na d³u¿ej, po drugie mycie zêbów to jawne marnotrawstwo czasu i energii, któr¹ mo¿na lepiej spo¿ytkowaæ. Twarz tylko lekko op³ucze wod¹ - woli nie u¿ywaæ myd³a, gdyby bowiem mama zauwa¿y³a choæby drobny jego ubytek, mog³aby pomyœleæ, ¿e jej dorastaj¹ca latoroœl siê myje. A po co ma sobie robiæ niepotrzebne nadzieje? Umyty, czyœciutki i pachn¹cy opuszcza ³azienkê i kieruje siê w stronê szafy. Narzuca na siebie kilka szmat, bêd¹cych zazwyczaj w stanie op³akanym, nie przejmuj¹c siê zbytnio nakazami mody. Tê fazê porannych przygotowañ du¿o ³atwiej przechodz¹ ch³opcy - nie maj¹ specjalnego wyboru - musz¹ za³o¿yæ spodnie (wyj¹tkiem s¹ Szkoci, ale i tak nikt nie bierze z nich przyk³adu). Prawdziwe katusze prze¿ywaj¹ dziewczyny, które maj¹ do wyboru tak¿e spódniczkê lub sukienkê. Najczêœciej jednak obie p³cie wskakuj¹ w co popadnie i nie przywi¹zuj¹ zbytniej wagi do swojego wygl¹du. Co z tego, ¿e sweter za³o¿ony ty³ na przód wygl¹da jak wyci¹gniêty psu z gard³a i wydziela zapach trampek do koszykówki. Niedosz³y zwyciêzca konkursu piêknoœci w poœpiechu jeszcze przyg³adzi rêk¹ piêtrz¹c¹ siê na g³owie szopê, nie przejmuj¹c siê zbytnio okrzykami rodziców: "Zrób coœ z tym sianem!". Potem przerzuci przez ramiê plecak, nie zwa¿aj¹c na opinie specjalistów o skrzywieniach krêgos³upa. Po opuszczeniu domowych pieleszy, w ¿ó³wim tempie, nó¿ka za nó¿k¹ i nadziej¹ w sercu, ¿e mo¿e tym razem szkolny autobus jakimœ cudem ucieknie mu sprzed nosa, zmaltretowany 13-latek udaje siê do ukochanej skarbnicy wiedzy.
W szkole siedzi przez najbli¿sze kilka godzin, przysypiaj¹c na lekcjach i zastanawiaj¹c siê nad tym, co on tu w³aœciwie robi i dlaczego ci biedni nauczyciele tak siê produkuj¹, zamiast pójœæ sobie na kawê. O¿ywia siê dopiero w czasie przerwy - wtedy mo¿na siê wy¿yæ na innych i jest to odrobinka relaksu w ci¹gu ca³ego, nudnego jak flaki z olejem, dnia. Niestety, po przerwie przychodzi czas na kolejn¹ porcjê niepotrzebnej wiedzy, przerywan¹ od czasu do czasu odrobin¹ snu i donoœnym chrapaniem. Ale m³ody geniusz nie jest jednak sam i podobnie jak jego koledzy i kole¿anki, odruchowo myœli o wagarach. Na myœleniu siê jednak koñczy - ¿eby pójœæ na wagary, trzeba wykazaæ siê odwag¹ i odrobin¹ inteligencji, a obie te rzeczy obce s¹ ¿ó³todziobom z gimnazjum. Pomarzyæ wiêc sobie mo¿e, ale mimo wszystko, trzeba mocno st¹paæ po ziemi. 13-latek siedzi zatem twardo na krzeœle ze znudzon¹ min¹ pikointeligenta i udaje, ¿e s³ucha ca³kiem niezrozumia³ego potoku s³ów, wyrzucanego z siebie przez nauczyciela. Nagle budzi siê jak z rêk¹ w nocniku - nauczyciel zmieni³ taktykê i zacz¹³ pytaæ. Co on sobie w³aœciwie myœli? ¯e taki Kowalski bêdzie ku³ na pamiêæ jakieœ g³upie regu³ki, które i tak po tygodniu zapomni? Kompletny brak logiki. Wreszcie ostatni dzwonek i przychodzi upragniona wolnoœæ. Mo¿na pójœæ na boisko i pograæ w nogê, albo wybraæ siê do kina na d³ugo oczekiwany film. Niestety, wszystko, co dobre, szybko siê koñczy i na horyzoncie znienacka pojawiaj¹ siê rodzice. Przyje¿d¿aj¹ po niego do szko³y, jak po pierwszaka, chyba tylko po to, by zawstydziæ go przed kolegami. W drodze do domu, od niechcenia rzuc¹: "Jak tam w szkole?" aby wygl¹da³o na to, ¿e bardzo przejmuj¹ siê jego poczynaniami. Po powrocie do domu, pod nogi wal¹ siê nastêpne k³ody. Rodzice dobrze wiedz¹, ¿e m³ody buntownik dba o liniê, liczy ka¿d¹ kaloriê i regularnie chodzi na si³owniê, aby hodowaæ swoje miêœnie komara, a tym czasem na stole czeka suty obiad, jak dla armii niewolników. Potem przychodzi czas na naukê. Z min¹ obra¿onej ksiê¿niczki, zabiera siê do odrabiania lekcji. Tak naprawdê, to wcale ich nie odrabia, bo nie ma czasu na takie g³upoty - lepiej przecie¿ pograæ na komputerze, a zadanie zawsze mo¿na odpisaæ, lub, w ostatecznoœci, wmówiæ nauczycielowi, ¿e nic nie zada³. Ale póki co, dla zmy³ki, cicho mruczy nad ksi¹¿k¹, co ma rzekomo œwiadczyæ o nauce s³ówek z angielskiego. Bardzo siê do tego przyk³ada, bo gdyby tylko rodzice w przyp³ywie nag³ego olœnienia domyœlili siê, co naprawdê robi, to mia³by szlaban na komputer i odciêty "kabel" od komórki. Po krótkiej symulacji nauki, wrzuca do plecaka ksi¹¿ki i zeszyty, jakie wpadn¹ mu w rêce, nie przejmuj¹c siê zbytnio planem lekcji. PóŸniej rodzice zaci¹gaj¹ go do ³azienki. Tutaj, korzystaj¹c z obecnoœci wanny, nape³nia j¹ po brzegi gor¹c¹ wod¹ i znu¿ony trudami dnia, przysypia w czasie k¹pieli. Budzi siê dopiero wtedy, kiedy po dwóch godzinach, ktoœ z pozosta³ych domowników, dobija siê do ³azienki i b³aga o litoœæ dla swojego pêcherza. Wykoñczony ciê¿kim dniem, dociera wreszcie do ³ó¿ka i natychmiast zasypia. Ledwie zamknie oczy, a ju¿ go budz¹ i ca³y koszmar powtarza siê od nowa. Ale nie mo¿e siê poddawaæ. Trzeba byæ silnym i stawiaæ czo³a przeciwnoœciom losu. Byle do wakacji...
|