|
|
|
| Kraina Chichów - 2003-07-23 - sheeyot | „Krainie Chichów światło dało oczy, które widziały światło, którego nie widział nikt...”
Chyba bym sfiksował mieszkając tam jako obcy. Toczące się kamienie codzienności, czekanie na to co nastąpi ze spokojem i zrozumieniem, że wypadki i morderstwa człowieczeństwa będą i tak, obojętnie co byśmy zrobili. Widzenie w czwartym wymiarze, istniejące wierzenie innego świata, równoległego i ciągnącego w otchłań nienawistnych liter szefa France’a.
Przemiany i księga co będę robił kiedy i z kim. Rewelacja - uciekłbym bardzo szybko, aby dopadła mnie jego klątwa. Klątwa France'a, czy faktycznie istnieje?
Światło dające oczy... które widzą, ale których nie spostrzega nikt – ponadczasowe odniesienie do całości dążenia naszego w stronę wytyczoną przez France’a – wszystko i tak zapisał na swych kartach księgi tożsamości, księgi przyszłości. Marazm nam pozostaje, czy alienacja? Hmmm... a może... sam nie wiem co!
Odniesienie do całości istnienia i wyobcowania alienacyjnego ze społeczeństwa - pusty twór.
Nie ma społeczeństwa jest Mein Kampf.
Kręci mi się w głowie po dawce minutowego Matrixa – ale odlot... łał...
Ale nie mogę spotkać białych myszek, nigdy ich nie mogę zobaczyć...
Zegary przestały tykać... szok... czas zatrzymany... nadchodzi mój koniec, czy Wasz koniec a ja będę biernym widzem patrząc w scenariusz czy wszystko jest dokładnie tak jak zapisał Guru France.
Rajdy w głąb Anny, anorektyczne wizje własnego świata...
Czy bóg istnieje? Pytanie zadawane od wieków, pytanie zadawane przez kolejne stulecia.
Zielony Pies na pewno i piękny latawiec Krang...
Nie wchodzę głębiej zaczyna być niebezpiecznie...
| |
|
|
|
|