illusion of sense
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]

                                


NAJNOWSZE TEKSTY
.....
zapomnę o tob...
***
bez snu
***
Jak czuję
Miłość
Dziecko
twoja podwójn...
na szczycie

NAJNOWSZE GFX
       

NAJNOWSZE FOTO
       

WYLOSOWANE
TEKSTY
  Matko Przedziwna
  przeciętna al...
  ból głowy
GRAFIKA  FOTO
    

NEWSLETTER
Nowości na Twój email

    adres:


Zapisanych: 263

LINKI
EUFONIA
wydawnictwo IOS
dustbox
niwidu.org
Sztuki Walki - BJJ
Magazyn .psd
implozja.pl
więcej odnośników

Apokalipsa Wakacyjna - 2003-11-18 - gish

Poruszał się spokojnie nad upstrzoną brudnymi plamami lasów ,pól i domów ziemią, lekko trzepocząc skrzydłami to znów szybując majestatycznie gdy napotykał prąd ciepłego powietrza. Spoglądał w dół ,na małe zabiegane, ludzkie-mróweczki pod sobą. Każdy zapatrzony w siebie, każdy starający się oszczędzić czas, każdy w biegu ku swoim celom i ideałom. W biurze znajdującym się na ostatnim piętrze wieżowca pod nim panowała tak samo gorączkowa atmosfera jak każdego dnia (za wyjątkiem niedzieli i święta które święcić trzeba pozując przed znajomymi na cokolwiek imponującego). Wszyscy w drogich garniturach, niebieskich kołnierzykach, krawatach, maszyny stworzone do pracy przy użyciu innych maszyn. Setki rytmów bębniących o klawiatury palców, zgniatanych papierowych kubków po kawie, niekończących się wydruków, skanów, telefonów, faksów. Pracownicy zaczynali się już ruszać automatycznie i nie marnować czasu ani energii na niepotrzebne czynności. Pełna efektywność w miejscu pracy. Był pod wrażeniem stopnia zorganizowania i precyzji tych niedoskonałych przecież istot.

"Tak, Pan zesłał mnie tutaj bym się zabawił" - pomyślał nie przerywawszy lotu krzyżując ręce za plecami - "ale przecież oglądanie ich jest tak samo nudne jak niedzielny rosół rodzinny". Trzeba w tym odnaleźć jakieś wewnętrzne piękno lub choćby zabawić się ich kosztem. Inaczej z długo wypracowywanych wakacji nic nie będzie. A marzył o nich w czasie nie kończących się godzin wysłuchiwania codziennych porcji modlitw. Miał wolną rękę, mógł zrobić wszystko, a ci ludzie stracili już chyba swoją "ludzką" naturę i stali się zwyczajnie drętwi. Nie miał ochoty jeszcze wracać na swoje stanowisko i po raz setny słuchać tych samych próśb i zażaleń tych samych osób, bojących się brać sprawy we własne ręce. Skoro mógł wszystko to zamierzał z tego dodatku wakacyjnego skorzystać.

"Oh zabawcie mnie, nie proszę przecież o zbyt wiele..." Spojrzał na wystawę telewizorów w oddali i zobaczył nudę na ekranie. Nudę większą niż ta po tej stronie kineskopu bo wyreżyserowaną i sztuczną. Miał nieograniczone możliwości, te wakacje od dawna mu się należały, chyba nikt nie przerabiał dziennie tylu tysięcy wołań z różnych stron. Dyrektorzy od spraw wynagrodzeń wybrali mu akurat tą planetę, jedną z kilku milardów na których Bóg ćwiczył zanim stworzył ideał. Ostateczna wersja zamiast regulaminowych siedmiu dni powstawała przez prawie szesnaście milionów lat. Populacja i wygląd planety w zasadzie ten sam, jednak w tej wersji Bóg poświęcił każdej stworzonej osobie jeden dzień, przez co każdy był tak zgodny z jego wizją jak to tylko możliwe. Ten wytwór testowy był gdzieś tak w połowie stawki, nieudaczników przerabiających mniej modlitw wysyłano do najniższych ewolucyjnie miejsc. Tam nie istniało już życie, wybiło się nawzajem bardzo szybko pozostawiając martwe pustynie i oceany. Wierzył im na słowo że tam było jeszcze nudniej. W końcu znudziłoby mu się budowanie zamków z piasku. Na szczęscie tu istniała już pewna skomplikowana wizja ale ludzie byli zbyt zapatrzeni w swój czas przez co byli mniej groźni i niestety nie stanowili też żadnej rozrywki.

Wpłynął więc na umysły słowem a słowo stało się prawem, użył tego samego procesu którego kiedyś użył On, teraz jednak On miał już o wiele bardziej efektywne skrypty działania. Zaprzeczył tym samym temu ,co mróweczki naukowe udowodniły za niepodważalny fakt. Dał każdemu możliwość przeżycia idealnego dnia. Wystarczyło cofnąć kalendarz o jeden dzień aby w wypadku złego dnia przeżywać go na nowo aż do doskonałości. Pogratulował sam sobie doskonałego pomysłu (wyjątkowo lubił sam sobie gratulować) i z zaciekawieniem obserwował efekty.

Nie mineła nawet chwila gdy jakaś ludzka świadomość skupiła się na powrocie. Jedna osoba cofneła czas. Dwie sekundy nowego dnia powitały jego oczy czarnym środkiem nocy. Następna osoba. Ten dzień trwał już tylko sekundę. I znowu. pół sekundy. Później świat stał się już tylko jedno-chwilowym błyskiem i czas stanął na północy - początku dnia. Nie ruszał się z miejsca bo w każdym miejscu na ziemi ktoś podnosił kartkę tworząc z czasu nieruchomy punkt. Obraz przed nim wypełnił się jasnym światłem i w rytmie drgań implodował pozostawiając po sobie absolutną pustkę. Pół sekundy wcześniej zdesperowany człowiek porwał kalendarz na strzępy.

"I zszedł Anioł Pański na ziemię i zagładę zesłał na niewinne owieczki, jako przepowiedziane było tak i się stało. Amen."

Taaak, to były udane wakacje...


Komentarze(3)   Skomentuj< poprzedni (Górodół)  następny (Białościekawość) >